Uncategorized

Górska miłość- czyli początek czegoś zupełnie nowego

Góry? Dlaczego?

  Pamiętam siebie jako małą dziewczynkę, kiedy to z mamą pojechałam pierwszy raz w góry do Zakopanego. Do teraz trzymam zdjęcia, na których  mały piechór pozuje do zdjęć przy Morskim Oku. Pamiętam  doskonale, jak wręczano mi dyplom, za przejście do schroniska ( jako  najmłodszy uczestnik ). Na mojej liście marzeń zawsze znajdowała się pozycja —> pojechać w góry. 

 Lista marzeń jest na tyle dobra, że nie ma wyznaczonej daty realizacji celu. Dlatego też nie mam sobie za złe, że za wędrówki wzięłam się dopiero w tym roku.

 Tak jak wspominałam w swoim pierwszym poście, głównym problemem  realizacji wyjazdów, był brak chętnych do towarzystwa.  Nie miałam ludzi, którzy by mieli podobne pasje do moich. Było mi z tym ciężko, bo jestem towarzyską osobą, i nie uśmiechały mi się nigdy wyjazdy w pojedynkę. 

Na szczęście powoli zaczyna się to zmieniać. Może prawo przyciągania zadziałało? Przez pewien okres w życiu tak intensywnie planowałam wyjazd w góry, aż w końcu propozycja sama do mnie przyszła, Oczywiście nie muszę tłumaczyć, jak bardzo się ucieszyłam.

1. Kierunek Karkonosze !

 Padła pierwsza propozycja- Szklarska Poręba ! Oczywiście, wyjazd w góry każdemu może kojarzyć się inaczej. Jedni lubią jadać w restauracjach, spać w hotelach, ewentualnie pójść łatwym szlakiem kilka kilometrów i wrócić na imprezę do miasteczka. Mnie ciągnie coś zupełnie innego…

Już samo założenie 70-litrowego plecaka, było dla mnie ekscytujące, nie wspominając o jeździe pociągiem, którą uwielbiam! 

 Do Szklarskiej wjechaliśmy rano, gdzie przywitały nas promienie słońca i nic nie zwiastowało załamania pogody. Szczerze mówiąc, na kaprysy pogody nie byłam przygotowana w ogóle( pod względem wyposażenia ). Nie okłamujmy się, sprzęt górski nie należy do tanich. A kurtka oraz buty to podstawa górskich wędrówek. Czekało nas sporo kilometrów, a punktem docelowym było dotarcie do Schroniska „Pod Łabskim Szczytem”

 Wyprawa odbyła się w listopadzie, gdzie robiło się coraz chłodniej. Jednak w drodze do Wodospadu  Kamieńczyka, miałam wrażenie, jakby to była wiosna. Kiedy już weszliśmy na teren Karkonoskiego Parku Narodowego, zaczął padać śnieg. Oczywiście, na początku człowiek się cieszy, bo w Poznaniu to się zazwyczaj nie zdarza :D. Jednak śnieg potrafi człowiekowi utrudnić życie, szczególnie w górach. 

Po dotarciu na Halę Szrenicką, było już totalnie biało. Śnieg sięgał powoli do kostek, a to dopiero początek przygody !  Oczywiście podczas wędrówki obawiałam się, że ktoś z uczestników zatrzyma się i powie: ” dalej nie idę”, „warunki nie sprzyjają, schodzę na dół”.Miałam o tyle dużo szczęścia, że trafiłam na zdeterminowanych wędrowców 😀 

O dziwo! Cała trójka czerpała niesamowitą radość z tego, że trasa jest utrudniona, że idziemy w ciężkich warunkach atmosferycznych. Padł nawet tekst” czuję się jak na ekspedycji”! Tak bardzo mi się to spodobało, że wcale nie przeszkadzał mi śnieg, który dostawał mi się pod spodnie, ani wywrotki w pobliskie krzaki ( było zbyt ślisko). 

 Do schroniska „Pod Łabskim Szczytem” dostaliśmy się późną porą. Schronisko dosyć specyficzne, gdyż prąd wyłączają o 22, a włączają dopiero po 14, następnego dnia. Ma to swój urok. Drewniany domek, kominek ( co z tego, że nieczynny), spokój oraz widok z okna na góry, zaraz po przebudzeniu. Nawet wschłuchiwanie się w szelest wichury, było dla mnie ekscytujące. 

 Następnego dnia, pogoda była jeszcze gorsza. Wiatr stawał się wręcz irytujący. Podczas wędrówki w śniegu, czułam mniejszy chłód, niż podczas upierdliwego deszczu(który spotkał nas przy zejściu). Koniec końców, z racji nieodpowiedniego wyposażenia, cała trójka wróciła przemoczona do suchej nitki. Dobry humor jednak nas nie opuścił nawet na chwilę. Ten ” mały „, mokry szczegół, nie przeszkodził nam w czerpaniu z wycieczki wszystkiego co najlepsze :). 

2. Miłość od pierwszego…wyjazdu 

 Bardzo się cieszę, że pomimo tego, że wcale nie miałam funduszy na ten wyjazd, pojechałam. Od pierwszego momentu kiedy zobaczyłam góry przez okno z pociągu, wiedziałam – to jest to !  Wszystko co oferują góry, jest idealne. Wiem, że to własnie wędrówki od schroniska do schroniska, to dla mnie perfekcyjna wręcz forma spędzania czasu. Podczas wędrówki w góry, można się nie tylko uspokoić, ale też zajrzeć w głąb samego siebie. Oczywiście, kiedyś ciągle żyłam w świadomości, że na wyjazdy potrzebne są duże pieniądze. Oczywiście- tak jak wspomniałam wcześniej, jeżeli ktoś lubi komfort oraz wygodę, będzie funduszy potrzebował znacznie bardziej niż ja. 

 Ja wraz z moimi kompanami podróży, wybraliśmy formę bardziej ‚studencką”, i powiem szczerze, bardzo mi to pasuje ! Właśnie w taki sposób chcę spędzać swoje życie, gromadząc przy tym niezliczoną ilość pięknych wspomnień.

Bo pieniądze kiedyś się skończyć mogą, a wspomnienia zostaną na zawsze. 

 Wiem teraz, że będę dążyć do kolejnych wyjazdów w góry, wyznaczyłam sobie kilka najbliższych kierunków. Oczywiście należy zacząć od najmniejszych rzeczy, aby potem zdobywać te większe… 🙂

Okej, to za tydzień Karkonosze po raz drugi, a za miesiąc Góry Izerskie ! 🙂

„Góry upajają. Człowiek uzależniony od nich jest nie do wyleczenia. Można pokonać alkoholizm, narkomanię, słabość do leków. Fascynacji górami nie można.” 

M.K

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *