Uncategorized

Plecak turystyczny- sprawa wagi ciężkiej !

I jak tu się dobrze zapakować?

Od stycznia odbyłam 8 górskich tripów a dopiero za tym ósmym razem udało mi się dobrze spakować. Metodą prób i błędów mogę śmiało napisać – udało się !

Zatem…jakie błędy popełniałam?

1.Zbędne ciuchy 

Z racji tego, ze jestem dziewczyną, kieruję się przekonaniami ” to też mi się przyda”. Na wyjazdy weekendowe potrafiłam zapakować 5 t-shirtów, 3 pary spodni czy 3 polary. Zakupiłam plecak o pojemności 80 litrów, co potem okazało się- był za mały ( ! ). Jak można się nie spakować  w tak ogromny plecak? I to tylko na jedną noc? Przez dłuższy okres czasu wędrowałam w porze zimowej.Wydawało mi się, że potrzeba na takie wędrówki więcej rzeczy . Myślałam sobie ” w razie czego, gdybym się zgubiła, będę miała coś do okrycia”. Równie dobrze, bym mogła zabrać ze sobą kołdrę, koce czy 10 śpiworów. Zbędne ciuchy zajmowały niepotrzebnie miejsce i ciążyły na plecach. Nie trudno się domyślić, że większości tych rzeczy w ogóle nie wykorzystałam. 

2.Ręcznik kąpielowy

Z tego wszyscy śmiali się najbardziej. Gdy ludzie wyciągali małe, szybkoschnące  ręczniczki, Magdalena dokopała się do wielkiego, grubego,  kąpielowego ręcznika. Bardzo zły pomysł, przekonałam się o tym nie raz. Kilka razy zdarzyło się, że grzejniki nie grzały tak jakby człowiek sobie tego życzył. Nie ma nic gorszego niż mokry, śmierdzący ręcznik podczas porannej toalety. Ręczniki szybkoschnące są bardzo praktycznym rozwiązaniem, kosztują grosze. Duży ręcznik kąpielowy, zajmuje zbyt dużo miejsca na dnie plecaka, odradzam !

3.Książki

W tej chwili ograniczam się tylko do zabierania ze sobą map oraz przewodników. Człowiek wyobraża sobie, że zabierze stos książek i w wolnej chwili zatopi się w kartkach, wdychając świeże powietrze nad strumieniem.Nic z tych rzeczy, to się nigdy nie udaje. Przynajmniej nie w moim przypadku. Po masie zrobionych kilometrów, człowiek jest zmęczony na tyle, że samo przełożenie kartki staje się wyzwaniem. Zatem, po co to pakować i zajmować miejsce. Zawsze starałam się pakować książki tak, by ich nie zniszczyć.Niestety, to się również nie udawało. Zrezygnowałam z tego dodatku. Lepiej integrować się z ludźmi, książki zawsze można poczytać w domowym zaciszu.

4.Kosmetyki

Jak już na kobietę przystało, lubię się malować. W moim plecaku zawsze znajdzie się kilka kosmetyków, bez których ani rusz! Ale, to co pakowałam jeszcze kilka wyjazdów wcześniej- totalnie bez sensu. Po co komu w górach pomadki? Nawet jeżeli spotkam swojego księcia z bajki, który przypadkiem wylęgnie się z pobliskiej jaskini, nie będzie mi się chciało nurkować po takie specyfiki. Być piękną w górach jest bardzo ciężko. Nie spotkałam jeszcze po drodze kobiet, które by miały obrysowane usta konturówką, wypełnione czerwoną mazią. W tej chwili jestem mądrzejsza i ograniczam się do kilku kosmetyków. Rezygnacja z blubrów typu: balsamiki, tusz nr 1,2,3, pomadki, błyszczyki odciążyły moją kosmetyczkę.

Do pielęgnacji włosów, dobrze spisują się suche szampony( w przypadku krótkiego wypadu) oraz buteleczki w które można wlać szampon/odżywkę. Znam przypadki, noszenia ze sobą ogromnych szamponów/odżywek/maseczek/olejków do włosów. Pytanie po co? Zimą pod czapką i tak włosy wyglądają tragicznie. 

4.Konserwy/ogólnie żywność

Im więcej tym lepiej, przecież tam nie ma sklepów- NIE! Tak myśleć nie można, inaczej nasz kręgosłup pęknie. W Beskidach nabrałam tyle konserw, że mogłabym tym wyżywić Afrykę. Połowy towaru nie zjadłam, przez co zalegał mi w plecaku aż do powrotu do domu. Warto sobie urozmaicić rodzaj konserw, przez dłuższy czas skupiałam się tylko na szprotkach, które niedługo wyjdą mi uszami. Szprotki w pomidorach, szprotki w oleju, szprotki w ketchupie. Jednak jak na studenciaka przystaje, cenowo wychodzi to bardzo korzystnie. 

Bardzo złym pomysłem  dla mnie jest  transport….bananów. Jest to dobra przekąska energetyczna, niestety w moim przypadku się to nie sprawdza. Dlaczego? Moje banany zawsze są rozklapciane w plecaku. Przypomina to bardziej czarną masę niż tropikalnego banana. Przy wysokiej temperaturze szczególnie uczulam. Chyba, że chcecie podzielić mój bananowy los. Z jabłkami było podobnie, lepiej zabrać suszone owoce. Lekkie i dobre rozwiązanie. 

Chleb- dla mnie plecakowa zmora.  W moim przypadku lepiej sprawdzają się bułki. Po ponad 10 godzinach wędrówki  moje kanapki można było rozsypać po polu. Z jednej kanapki robi się 10 mniejszych, do tego suchych. Mam wrażenie, że żywię się trocinami. 

Banany, chleb, zbędne konserwy- to dla mnie najgorsze błędy, które popełniłam. Niestety, dopiero rozpocznę przygodę z kuchenką turystyczną, myślę, że moje menu wtedy radykalnie się zmieni.

O czym najbardziej zapominamy

Zabierałam te wszystkie rzeczy, zapominając o najważniejszych. 

Moja apteczka– była bardzo uboga.

Kierowałam się myślą” dobra, najwyżej kupię na miejscu”. Przejechałam się na tym, bardzo mocno. Ograniczyłam się tylko do apapu i kilku plastrów. Spotkała mnie przykra sytuacja podczas jednej podróży. Nie obyło się bez pomocy pogotowia. Dostałam objawów ostrej grypy żołądkowej, podczas schodzenia ze szlaku. Była to dla mnie ciężka sytuacja, nie sądziłam, że kiedykolwiek mnie to spotka. Niestety nie znamy dnia ani godziny. Podczas górskich, często  wielogodzinnych wędrówek, organizm jest wyczerpany. Istnieje większe ryzyko złapania wirusów. Nie miałam przy sobie żadnych tabletek, które by mogły mi pomóc w zlikwidowaniu przykrych objawów żołądkowych. Koniec końców, wycieńczona, uzyskałam pomoc na pobliskim dworcu. W tej chwili mam dobrze skompletowaną apteczkę, w której nie zabraknie m.in leków przeciwwymiotnych. 

W trakcie wędrówki w górach może spotkać nas wszystko, zaczynając od bólu zęba, kończąc na zawale. Ból zęba również nie jest mi obcy, szczególnie gdy podczas mrozu, każdy podmuch wiatru doprowadzał mnie do szału. Gdyby nie opakowanie ketonalu, nie wiem jak bym to wytrzymała.

Sytuacje, które spotkają nas samych, najbardziej uczą. Sama dla siebie jestem przykładem, że nie istnieje stwierdzenie ” mnie to nie spotka”. Lepiej minimalizować ryzyko i zamiast pomadki, zabrać koc termoizolacyjny. 

Oczywiście, przedstawiam tylko kilka moich uciążliwych historii. Nikomu nie zakazuję noszenia bananów, pakowania pomadek,  chleba czy książek. 

Nie chcę po prostu by coś wam się rozklapciało w plecaku niszcząc przy tym to, co najcenniejsze 🙂

No, to dalej, pakujcie konserwy i jazda !

M.K

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *