Uncategorized

Podróż w pojedynkę – czas przełamać barierę?

Strach- zły doradca

Od pewnego czasu krąży mi w głowie wiele myśli dotyczących podróży w pojedynkę. Są to myśli tak silne, że najwyższy czas im się bliżej przyjrzeć. Jestem po przeczytaniu kilku artykułów samotników, którzy po prostu wzięli marzenia w swoje ręce i ruszyli w świat. Szczerze mówiąc bardzo tym ludziom zazdroszczę,przede wszystkim  odwagi, upartości i odporności na komentarze typu ” po drodze ktoś Ciebie może zamordować”.

Owszem, może. 😉

Wychodzimy z założenia, że wyjazd samemu( tym bardziej w góry) jest bardzo niebezpieczny. Pytanie-  a gdzie jesteśmy bezpieczni? Siedząc w domu, może dojść do trzęsienia ziemi, i mój jakże piękny, biały sufit może na mnie po prostu spaść. 

Wyprawa w góry w pojedynkę oczywiście wiąże się z pewnym ryzykiem: możemy się zgubić, upaść i złamać nogę, spaść w przepaść, zostać zaatakowanym przez zwierzę( Yeti?). Osoba towarzysząca w tym przypadku może okazać się zbawieniem. Jednak cóż zrobić gdy nie ma chętnych na wyprawy? Z mojego punktu widzenia, jest to niesamowite ograniczenie w życiu. 

Nadal tkwię w punkcie, gdzie większość potencjalnych kandydatów na tripa albo nie ma czasu, albo pieniędzy, chęci, humoru…albo musi jechać do babci. Nie ukrywajmy, ciężko jest znaleźć odpowiednia osobę na wędrówki w górach, która PRZEDE WSZYSTKIM nie będzie marudzić : noga mnie boli, dupa mnie boli, buty mi przemakają, zimno mi, za szybko idziesz. Znalazłam się w kilku sytuacjach, gdzie nie mogłam zrealizować swojej wyprawy tak jak zamierzałam, ze względu na towarzyszy/a. Nie zdobyłam szczytu, bo komuś się nie chciało, bo za daleko, bo za zimno. bo PO CO? 

Stwierdziłam jedno, jeżeli mam brać w góry byle kogo, zdecydowanie wolę podjąć decyzję o wyprawie w całkowitej samotności. 

Musi to być coś pięknego, kiedy to można wędrować w spokoju, oddać się całkowicie górom. Wyciszyć się i mieć komfort psychiczny,  myślę, że jest to ważny aspekt podróżowania. Marzę o chwili, kiedy to nie będę wędrować w stresie, czy zdążę przed zmrokiem, czy zdobędę szczyt, czy moi podróżnicy dadzą radę? Jest to niesamowicie męczące, człowiek nie czerpie z podróży wszystkiego co najlepsze. Często humorzaści ludzie doprowadzają do szału, bo akurat zaczął się PMS, niezależnie od tego czy to chłopak czy dziewczyna.

Nie wyobrażam sobie dalszego uzależnienia od ludzi. Tracimy przy tym bardzo dużo. Zostajemy w domach, zamiast wziąć sprawy we własne ręce. Świadomość, że życie ucieka między palcami, jest dla mnie zdecydowanie najgorszym uczuciem. Jednak poprzez uzależnianie się od ludzi, którzy nie chcą z nami nigdzie jeździć, życie ucieka.

Myślę, że w 90% decyzję już podjęłam, na kolejne 10 % mam czas do końca miesiąca. 

Pierwsza wyprawa może być zdecydowanie dla mnie trudna. każdego turystę, który pojawi się na mojej trasie uznam za potencjalnego mordercę, bądź złodzieja ( aczkolwiek co by miał mi ukraść- konserwy?). Wychodząc z domu, złodziej może mnie napaść na klatce schodowej. Zdecydowanie wolę zostać okradziona w górach niż na klatce !

Jedni nazywają tego typu wyprawy „igraniem z losem”, natomiast ludzi, którzy tych wypraw się podejmują określają „skrajnie nieodpowiedzialnymi”. Nie uważam siebie za osobę nieodpowiedzialną, chcę po prostu korzystać z życia, brać od świata wszystko co mi oferuje. Nie chciałabym nigdy więcej zwracać uwagi na to co ludzie powiedzą, bo to po prostu głupie. Jedno w tym wszystkim jest najgorsze- pierwszy krok.

Skoro nie można znaleźć kompana na podróż w góry, nic na siłę. Przecież najlepszym towarzyszem dla mnie… będę ja sama !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *