Podróże,  Trekking, góry

Samotnie w czeskich Karkonoszach!

Czechy- początkiem samotnej przygody

Od dawien dawna kotłowała mi się myśl w głowie, żeby wyjechać gdzieś w pojedynkę. 

Miałam wiele sytuacji, gdzie marzyłam, by powiedzieć ” pierdzielę to wszystko, pojadę sama”. Bez proszenia się, bez błagania, niepewności czy ktoś pojedzie czy też nie. Uczucie chodzenia za każdym z pytaniem ” może Ty byś chciał/chciała jechać gdzieś na górską wyprawę?”, stało się żenujące. Odpowiedzi w stylu ” dam Ci znać”, ” nie wiem”, „może tak”,” nie obiecuję”, stały się tak irytujące, że miałam ochotę wyskoczyć na księżyc. Wieczne zawracanie tyłka, setka pytań, by po kilku godzinach omawiania planu, usłyszeć ” nie, ja pasuje”. Ostatecznie, jedna sytuacja dała mi kopa w tyłek, stwierdziłam- jadę sama. 

I szczerze? Była to moja najlepsza podróż w życiu. 

Jak zaczęłam?

Każdy z nas posiada jakieś lęki, większe lub mniejsze.  Jednym z moich lęków, jest  myśl przed podróżą pociągami/samolotami samemu. Sama wizualizacja mnie na lotnisku czy zwykłym pkp, doprowadzić mnie może do paniki. Nie wspominając o przesiadkach. Czarna chmura z myślami ” jestem tak roztrzepana, że zapewne pomylę pociągi”, ” wsiądę nie w ten co trzeba”. ” spóźnię się”, „nie ogarnę przesiadki” itd. Postanowiłam zrobić coś wbrew sobie. Wiedziałam doskonale, że przełamanie takiego lęku to przymus by podróżować po świecie. Nie chciałam doprowadzić do sytuacji, w której sama sobie bym udowodniła – jesteś gapą. Moją bazą wypadową na szlaki, była Szklarska Poręba. Szukając połączeń, oczywiście znalazłam dojazd bezpośredni. Zrobiłam jednak coś zupełnie innego- kupiłam bilety z przesiadkami. By za lekko nie było. Przecież nie mogłam udowodnić sobie, że wspomnianą gapą jestem. 

Jako, że była to moja pierwsza podróż w samotności, postanowiłam wybrać Karkonosze( od polskiej i czeskiej strony). 

Nie spotkałam się tam z nawałnicą turystów, myślałam, że będzie znacznie gorzej. Okazało się, że było całkiem spokojnie. 

Dlaczego Szklarska? Nie chciałam wybierać się nie wiadomo gdzie. Uznałam, że to będzie najlepsza opcja dla mnie. Z racji tego, że już tam byłam, chciałam się oswoić sama ze sobą w przyjaznym i znanym dla mnie miejscu.

Po przyjeździe do Szklarskiej, znalezieniu kwatery, wyszłam do centrum miasteczka. Niesamowite szczęście mnie ogarnęło w pewnym momencie, gdy stojąc na moście spoglądałam na Karkonosze. Szczęście, że jestem tu i teraz. W tym szczęściu tkwiłam przez całe 4 dni. Wpadłam na genialny pomysł, by spełnić przy okazji moje marzenie o zwiedzeniu Skalnego Miasta w Czechach. Zatem ogarnęłam sobie wyjazd natychmiast.

 Następnego dnia do Czech wyruszyłam o 7 rano autokarem. 

Poznałam wielu ludzi przy okazji, w tym jedną starszą kobietę, która opowiadała o swoich górskich, samotnych podbojach z takim wzruszeniem, aż sama miałam gęsią skórkę. 

Do Czech zajechałam koło 10 rano, przed wejściem do Adrszpaskich Skał stało tyle autokarów, że się przeraziłam. Niestety, w tym okresie Skalne Miasto przechodzi oblężenie. Wszędzie dziesiątki przewodników- niemieckich, japońskich, polskich, czeskich. Za nimi jeszcze większe wycieczki, nie wspomnę o wycieczkach szkolnych. Hałas, jazgot, do tego upał.  Wycieczki maluchów, wykończyły mnie szczególnie. 

Urok Skalnego Miasta wszystko rekompensuje, rzecz jasna. Jest to miejsce przepiękne. Wyłaniające się skalne kolosy przerażają. Należy oddać hołd dla matki natury, za to co stworzyła. Jezioro w kolorze turkusu, a nad nim „wyglądające” zza drzew skały. Widok idealny, szczególnie podczas pięknej pogody, gdzie jezioro mieni się niczym setki diamentów. Przejścia przez chłodne, skaliste, ciemne wąwozy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Niestety nie mogłam się tym zbyt długo nacieszyć, gdyż za mną stało całe stado turystów. W niektórych miejscach Skalnego Miasta, jest na tyle ciasno, że nie można sobie pozwolić na zbyt długie robienie zdjęć- wtedy tworzy się turystyczny korek…

Nie wspomnę o zatorach na schodach, które prowadzą od kasy nr 2 w kierunku jeziorka, po którym można przepłynąć łodzią. Około 15 minut stałam pomiędzy skałami, w ciemnym labiryncie. Jednak warto było poczekać, gdyż przepłynięcie się taką małą ” łajbą” to spora frajda. Szczególnie gdy ma się tak zabawnego czeskiego przewodnika. Atrakcje na jeziorku w postaci : wystającej ręki Leo Dicapria lub twarzy Michaela Jacksona(na etapie, gdy jeszcze miał nos), dodają humorystycznego akcentu wodnej wycieczki. Szkoda, że trwa to tak krótko, ale warto!

Skalna brama, gdzie nagrywano „Władcę Pierścieni”? To jest dopiero hit dla mnie ! Gdy o tym usłyszałam, myślałam, że śnię. Jestem wielką fanką twórczości Tolkiena i to właśnie tutaj nagrano scenę z mojego ulubionego filmu! Nie wiem, jak mogłam o tym nie wiedzieć? Bardzo miła, zaskakująca ciekawostka tego dnia. Niestety zrobienie sobie zdjęcia przed Skalna Bramą, graniczy z cudem. Wszyscy się ustawiają do zdjęć w kolejkach, jeden drugiemu wchodzi w kadr. Nie było sensu czekać na idealny moment do zdjęcia, nie mam na to nerwów.

Kolejnym ciekawym punktem jest wodospad Karkonosza, gdzie przewodnicy  każą krzyczeć” Karkonoszu, daj nam wodę”. Po okrzyku woda wylatuje, opryskując wszystko i wszystkich. Ciekawe miejsce, szczególnie, że znajduje się w jaskini. 

Całą atrakcją oczywiście stali się dla mnie turyści. Bez nich byłoby nudno. O czym mowa? O ich jakże dziwacznych zachowaniach. 

-Chodzi turysta po Skalnym Mieście, komentując ” Matko Boska, tu same skały, nudne to już „…

-Para zakochańców, szczególnie zwróciła moją uwagę . Ona- w baletkach i wielką torebką na tzw ” łokieć”, ubrana niemalże jak na wojaże po nocnych klubach. On, cwaniaczek, wystylizowany od A do Z. W pewnym momencie dziewczyna zaczyna wyć z bólu stóp. Dziwię się, baletki to dobre obuwie w góry…Nie wytrzymała również z upierdliwą torbą, więc przekazała ją swojemu chłopakowi do poniesienia.

– Turystki z reklamówkami Lidla. W siatce cały prowiant, woda itd. Rażący widok dla mych oczu. Dobrze, że soczewki mi nie wypały.

– Turysta, któremu ciężko było wziąć plecak, chociażby 10 litrowy, nie miał gdzie wsadzić butelki wody…więc wsadził ją za majtki. Na końcu widziałam tylko zaparowane opakowanie. 

– Turystka, która na siłę chciała udowodnić mi, że jest fanką górskich wypraw. Wiele razy wędruje w samotności itd. Skrytykowała moje buty górskie.Powiedziała, że powinnam mieć solidniejszą podeszwę. Spojrzałam w dół, by ujrzeć jej obuwie- miała koturny.

Odeszłam.

– Turyści, którzy zabrali niemowlęta na wycieczkę. Nie mieli co zrobić z wózkami- nie sądzili, że będą w Skalnym Mieście schody i wąwozy. Przypinali wózki do znaków turystycznych, zabezpieczeniami rowerowymi. 

– Kolejna akcja, tym razem rodzice mieli przechlapane. W autokarze zwymiotowało dziecko, celując prosto na mamę. Nie muszę wspominać, że omijano ją szerokim łukiem na szlaku. Zapach powodował, że chciało się powiedzieć” Boże, pozwól mi umrzeć”

To tylko kilka lepszych przykładów, że turystyczne janusze są wszędzie. Bez nich byłoby nudno, prawda?

Tak jak wspominałam wcześniej, nie ważne czy było dużo ludzi, czy ktoś śmierdział wymiocinami, warto do Skalnego Miasta pojechać. Każdemu polecam, by raz w życiu się tam wybrał. Jeżeli ktoś był zachwycony Górami Stołowymi( tak jest w moim przypadku), to w Skalnym Mieście dostanie zawału. Góry Stołowe oraz skały w Rudawach to pikuś w porównaniu do tego skupiska skał.

Tego dnia zobaczyłam bardzo dużo. Do Szklarskiej wróciłam koło 17, po czym padłam jak zabita. Dawno w obcym miejscu nie zasnęłam tak szybko.

Dzień 3 Na szlaku 

Całym punktem mojej wycieczki, było przejście szlakami na stronę czeską. Najbardziej interesował mnie rejon Wodospadu Łaby.  Postanowiłam wycieczkę podzielić na pewne etapy. Swoje dalsze decyzje uzależniłam od pogody, która miała się zmienić oraz na ilość ludzi na szlaku. Od Szklarskiej wyszłam czerwonym szlakiem, mijając wodospad Kamieńczyka. Pierwszym etapem było schronisko na Hali Szrenickiej. W schronisku, więcej turystów było zimą niż obecnie. Cieszyło mnie to, jednak z drugiej strony trochę się bałam, że po czeskiej stronie nikogo nie będzie. Drugim etapem były Śnieżne Kotły (przez Łabski szczyt),  które już kiedyś chciałam bardzo zobaczyć. Piękne miejsce, śnieżne stawki wyłaniające się na dole, szczególnie. Widok przypomina mini Tatry.  Od Śnieżnych Kotłów, odbija szlak żółty, prowadzący na czeską stronę, do Labskiej Boudy.  Niestety na mój wybrany szlak nikt nie odbijał.  Cieszyło mnie tylko, że szlak nie idzie np lasem, tylko wędruję na otwartej przestrzeni. Dawało mi to poczucie większego komfortu. Wiedziałam, że nie będę żałować decyzji o przejściu do Czech. Gdy doszłam do swojego głównego punktu, myślałam, że się popłaczę ze szczęścia. Wodospad jest tak piękny, że zapiera dech. Cała panorama, ukazująca Karkonosze w pełni, to bajka dla każdego miłośnika gór. Przy tym widoku , Śnieżne Kotły zginęły. Miałam wrażenie, że znajduję się w totalnie innym świecie. Spędziłam tam sporo czasu, nie mogłam się napatrzeć. Byłam z siebie dumna, że jestem tutaj sama. Podjęłam najlepszą decyzję w swoim życiu!

Od Labskiej Boudy( schronisko), szłam czeską stroną, mijając źródło Łaby. Szlakami doszłam do polskiego Twarożnika ( skałka), następnie zeszłam od Szrenicy aż do Szklarskiej Poręby. 

Podczas wędrówki, nie poznałam nikogo. Wszyscy chodzili rodzinami, gupami. Samotnych wędrowców było bardzo mało. Żałuję tylko, że nie doszłam czeskim szlakiem trochę dalej od wodospadów. Doszłam jednak do wniosku, że jak na pierwszy raz to 20- kilometrowa wycieczka to i tak dużo. Nie można być dla siebie aż tak surowym i wymagającym. 

Ten wyjazd wprowadził duże zmiany w moim życiu. Bałam się tego wyjazdu, gdyż nigdy sama nie przebywałam dłużej niż jeden dzień. Tutaj przyszło mi spędzić 3 noce.  Ku mojemu zdziwieniu, nie czułam się samotna. Wręcz przeciwnie, dobrze mi było samej ze sobą. Zaczęłam się tego uczyć. Starałam się tak zorganizować czas, by się nie nudzić. Udało mi się to perfekcyjnie, gdyż nie miałam nawet czasu, by rozmyślać nad tym.  Pociągiem pojechałam. Przesiąść- też się przesiadłam. W drodze powrotnej miałam awarię pociągu, również musiałam się przesiąść( na totalnym zadupiu) .

I co? Dałam radę.
Nie czułam nawet niepokoju. Gdy dojechałam do Poznania, czułam, jakbym dostała skrzydeł. Przełamałam coś, co starałam się zmienić od dłuższego czasu. Nie mam sobie za złe, że trwało to tak długo. Każdy ma swój czas. Lepiej teraz niż wcale. Pomimo dużych obaw, krytyki z różnych stron ” że to niebezpieczne, totalna głupota”, nie przejęłam się. Jedni mogą pomyśleć ” co to tam za wielki trip, skoro w Karkonosze pojechała”. Dla mnie to był duży trip, co najmniej jakbym się udała na koniec świata. Wyznaczyłam sobie rozsądnie co i jak. Jeżeli już miałam zacząć swoją przygodę, wolałam rozpocząć  własnie z tego miejsca. Wiem, że do Szklarskiej będę wracać często, jest to miejsce, w którym przeżyłam coś, czego na długo nie zapomnę.

P.s Dziękuję tym, którzy się interesowali, co u mnie słychać. Te kilka osób, z którymi potrafiłam rozmawiać godzinę przez telefon, to prawdziwe skarby. Każdemu życzę, by mieli takich ludzi wokół siebie. 

Dziękuję za wsparcie ! 🙂

M.K

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *