Uncategorized

U króla Sudetów Wschodnich !

  Król Sudetów Wschodnich? 

Mowa o Śnieżniku- rzecz jasna.

Załoga Śnieżnicka, odwiedziła ten rejon w marcu. Trip trwał 3 dni i prócz mlecznej mgły to nic nie było widać. Śnieżnik nie okazał się łaskawy, wręcz przeciwnie, ukazał się niczym Posejdon w wzburzonym oceanie. Nie przeszkodziło nam to jednak w dokończeniu wędrówki. 

Naszą bazą wypadową były Stronie Śląskie. Spokojna mieścinka, ludzie pochowani w domach, widać na horyzoncie tylko dym z kominów. 

Pierwszego dnia uznaliśmy, że poszukamy noclegu na miejscu. Z tym niestety łatwo nie było. Wykonaliśmy kilkanaście telefonów i cena ok 50-60 zł za noc ciut nas odstraszała. Na zapytanie ” a nie ma w pobliżu czegoś tańszego? tak wie Pani- po studencku”, tylko słyszeliśmy ” no wie Pani co? Taniej to już tutaj nie znajdziecie”. I co? Oczywiście, że dwie zbłąkane dusze uparcie nocleg znalazły, za całe 28 zł. Agroturystyka „Pod Kasztanem”, cudowne miejsce. Stadnina koni, gospodarstwo pod kwaterą. Ludzie, którzy mają serce na dłoni, troszczący się o turystów. Gdy wychodziliśmy z rana na szlak, kazali zostawić do siebie nr kontaktowy, prosili by dzwonić gdyby cokolwiek się działo. Od tej rodziny kipiło szczęście i wzajemny szacunek. Bardzo przyjemny widok. 

Pogoda przez całe 3 dni była wręcz fatalna. Wychodząc ze Stronia, myślałam, że utopię się w błocie. Do tego zaczął padać śnieg, więc wyjście zapowiadało się bardzo ciekawie. Już na wstępie eksperci ds. geografii zgubili się. Najpiękniejsza chwila, gdy dwóch ludzi stoi na leśnym rondzie, gdzie odchodzi 10 różnych ścieżek. Kompas nie zadziałał, orientacja w terenie tym bardziej, jedna osoba mówi TAM, druga, że PRZECIEŻ TAM NA PEWNO NIE!  Jedno na drugiego patrzy, jakby chciało się pozabijać, ale trzeba pójść na kompromis. Przedzierając się przez las, jakoś udało się wyjść na szlak. Ogólnie, poruszając się w kierunku Międzygórza, gdzie był nasz drugi nocleg, nie widziałam niczego ciekawego. W moim odczuciu trasa była dość nudna, dopiero od przełęczy Puchaczówka, szlak stał się dość bajkowy. Przed wejściem na przełęcz, spotkaliśmy ekipę turystów  z Wrocławia. Kierowali się do  Schroniska na Śnieżniku. Sądząc po ich alkoholowym oddechu, daleko to oni nie zaszli.  Jednak i w górach można stać się obiektem zainteresowania. Rozbawiona ekipa stanęła w punkcie rozwidlenia szlaków, gdy zobaczyli strome podejście, zrezygnowali.  Nie wychodzili z podziwu, dlaczego dwójka świrów tapla się w zaspach śniegu, by wejść na górę. Komentarze  ” Patrzcie, to się nazywa motywacja, tak to się robi „, dodawały pozytywnej energii!

Międzygórze jest miasteczkiem przepięknym. Stylowe pensjonaty wywarły bardzo pozytywne wrażenie. Latem miasteczko wygląda jeszcze piękniej. Zdecydowanie jedno z ładniejszych górskich miasteczek, jakie widziałam. 

Najwięcej się działo ostatniego dnia. Dla mnie najważniejszym punktem tripa miała być Jaskinia Niedźwiedzia. Nie odwiedzić jej, będąc w tych rejonach to  grzech. Pogoda tak jak wcześniej wspomniałam- tragiczna. Widoczność ograniczona do mniej więcej 2 metrów.  Wejście do schroniska dość niebezpieczne. Wiatr dawał ostro w kość.  Samo podejście do schroniska konkretne, trzeba mieć dobrą kondycję. Kiedy już doszliśmy do schroniska, stwierdziliśmy, że Śnieżnik odpuszczamy. Niekiedy dobrze jest się zastanowić czy zdobycie szczytu jest warte ryzyka. Myślę, że gdybym była sama, bym weszła tam, nie zastanawiając się chwili. Jako osoba koleżeńska, nie zostawię towarzysza na pastwę losu, by samemu spełniać zachcianki. Ratowała mnie myśl, że na górze i tak nic nie widać, do tego wiatr  był wyjątkowo upierdliwy. 

W schronisku w sumie ogarnęły mnie ciut bardziej negatywne emocje.  Zazdrościłam ludziom, którzy wchodzili dużymi ekipami do środka, cali w śniegu, z uśmiechem na twarzy. Zastanawiałam się, gdzie oni się wszyscy poznali. Ludzie z taką samą pasją, dla których niemożliwe nie istnieje. W moim przypadku ten temat jest dosyć ciężki, nadal zmagam się z ciągłym klejeniem ekip na wędrówki górskie i jak na razie kiepsko mi to wychodzi. Żyję jednak nadzieją, że kiedyś uda mi się znaleźć kilka oddanych ludzi, z którymi będę mogła podbijać świat !

Szlakiem żółtym schodziliśmy do Jaskini Niedźwiedziej. Nie trzeba nikomu wielce tłumaczyć, że oglądanie jaskiń  to ciekawe doświadczenie. Szczególnie możliwość zwiedzania, tak jak na prawdziwego speleologa przystało. Ubierają Cię w kombinezon, dają czołówkę i idziesz się brudzić pośród skał w totalnej ciemności. 3 godziny niezapomnianych wrażeń, ale akurat nie dla nas taki plan był. Zwiedziliśmy jaskinię z przewodnikiem, który na każdym kroku powtarzał, że nie wolno niczego dotykać. Jak na złość akurat wtedy jeszcze bardziej człowiek tego pragnie. Nie dla mnie oglądanie czegoś z daleka, tym bardziej z przewodnikiem. Już za dziecka, jak miałam iść do muzeum to płakałam. Wszystkiego musiałam dotknąć, zawsze odchodziłam od grupy i szłam swoimi ścieżkami. 

Mimo wszystko, cieszę się, że miałam okazję chociaż tyle zobaczyć. Tym bardziej, że była to moja pierwsza jaskinia w życiu. Speleologia to dla mnie zajęcie bardzo intrygujące. Podziwiam ludzi, którzy mają na tyle odwagi by przeciskać się przez szczeliny w głębi ziemi. Dla jednych może się to wydawać głupie, jednak pasja to pasja. Ja tych śmiałków doskonale rozumiem.  Skalne korytarze, szczeliny, wyrastające z ziemi stalagmity przybierające w ciemności różne kształty oraz stalaktyty zwisające nad głową, niczym tysiące sztyletów. Całe to miejsce, mające tysiące lat, jest tak tajemnicze, że ciężko sobie to wyobrazić. Tajemnicze oraz cudowne. Oaza spokoju. Takiej ciszy jak tam, nigdzie nie znajdziemy.

No, to co? Czas na kurs taternictwa jaskiniowego?

Why not?

Byliście kiedyś?

M.K

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *