Uncategorized

Ze skałami za pan brat !

 

Rudawy, wcale nie takie rude !

Rudawy Janowickie, całkowicie zapomniany zakątek Polski. Na palcu jednej ręki mogłabym policzyć ludzi, których tam widziałam( i to wcale nie na szlaku!). Rejon tak cichy i spokojny, że Śnieżka może tylko pozazdrościć. 

Przyznam szczerze, nie wiedziałam, że tak blisko Poznania chowa się tak przepiękne pasmo górskie. Bardzo cieszę się, że je odkryłam oraz poczułam jego spokój. Dotknęłam skał, których na szlaku nie brakowało. Dzięki temu zdałam sobie sprawę, jak dużo natura ma do powiedzenia. Chropowate skały z trasami wspinaczkowymi, wzbudzają podziw jak i strach. Szacunek wobec tych wytworów geologicznych jak najbardziej wskazany. 

Naszą bazą wypadową były Janowice Wielkie, szlakiem zielonym najlepiej wyruszyć w kierunku Zamku Bolczów. Już wchodząc na szlak widzimy tablicę Rudawskiego Parku Krajobrazowego. I już od pierwszego centymetra na terenie Parku zaczyna się piękny krajobraz. Zieleń porastająca skałki, niezbyt gęsty las, który wpuszcza promienie słońca oraz  dający o sobie znać z oddali szeroki strumień. Powalone drzewa nadają tajemniczości temu miejscu.Chciałoby się rozbić namiot już na samym wejściu, by rano móc obudzić się i zerknąć na ten krajobraz.  Ruiny Zamku Bolczów z 1537r. wyłaniające się z zarośli robią niesamowite wrażenie. Zwiedzając ruiny można wejść po kamiennych schodach na samą górę, gdzie ujrzymy piękną panoramę Rudaw Janowickich. Wisienka na torcie! 

Od Zamku odbiłyśmy szlakiem czarnym w kierunku Starościńskich Skał. To właśnie słynny Skalny Most zmotywował mnie, aby spróbować wspinaczki skałkowej. Pierwszy raz w życiu mogłam dotknąć karabinka zamontowanego w skale. Wiedziałam jedno -chcę się w niego kiedyś wpiąć!  Oczywiście, na świecie znajduje się wiele piękniejszych wytworów natury, ale sam kształt skalnego mostu mnie zachwycił. Półki skalne wręcz zachęcały by się po nich stąpać. Jestem pewna, że kiedyś znajdę się na czubku tych skał i tam będę podziwiać krajobraz Rudaw. 

Jestem bardzo niepocieszona zakazem rozbijania namiotu w takich miejscach. Zazdroszczę Norwegom, że mogą korzystać z darów natury, nie zważając na to czy jest to Park Narodowy czy inny obszar chroniony. Niestety, jako dobry turysta, szanujący prawo…przeniosłam się kilka metrów za granicę Parku. Myślałam, że znalazłam idealne miejsce aby zacząć biwakować.  Moja kompanka podróży wręcz stwierdziła ” tutaj żadne zwierzę się nie zapuści, bo po co?”…

Dwie dziewczyny, skraj wsi, polana i namiot

Oczywiście temat biwakowania to temat do osobnego wpisu. Wyjazd w Rudawy był pierwszym wyjazdem pod namiot, na dziko. Nie byłam przestraszona ani trochę, myślałam, że zasnę w namiocie w 5 minut. Okazało się, że nie spalam 12 godzin. Noc w tym namiocie była jedną z najgorszych w moim życiu. Ale jak osoba żądna przygód ma ich nie przeżywać? 

Dotarłyśmy na polanę ok.20:00. Zjadłyśmy porządną kolację ( czyt. szprotki) i położyłyśmy się spać. Wszystko było cudowne, do momentu zgaszenia latarki. Cisza w tym miejscu była wręcz przerażająca, ciemność lasu jeszcze gorsza.Sowa siedząca na drzewie wręcz prosiła się o śmierć.

Około północy obok namiotu rozległ się przerażający ryk. 

Serce mi zamarło, nogi i ręce stały się sztywne a gorącz uderzyła mnie tak mocno, że myślałam, że spłonę. Dźwięk przypominał bardziej potwora niż zwierzę. Myślałam, że to po prostu wkurzony dzik, wyczuł szproty i miał nadzieję, że skubnie. Moja kompanka przybrała pozycję mumii. Słychać tylko cichutkie pytanie ” coo to jest?”. Byłam tak sparaliżowana, że bałam się powiedzieć/szepnąć cokolwiek. Okazało się, że ujadający przez godzinę stwór to jeleń. Kiedy Pan jeleń już sobie poszedł, kolejnym problemem stał się….wiatr. Dźwięki wiatru, sowy, ujadającego psa we wsi, spadających patyków, do rana nie dały zasnąć.  

Nigdy bym nie pomyślała, że tak bardzo się zestresuje podczas nocy w namiocie. Oczywiście, przygoda musi być, aczkolwiek wychodzenie na szlak następnego dnia po nieprzespanej nocce? Bardzo męczące!

Ale jak to na twarde kobiety przystało- dałyśmy radę !

Spałyśmy na polanie we wsi Strużnica. Stacją końcową był Marciszów- ok 18 km. Oczywiście jednym z ważniejszych punktów wyprawy były Kolorowe Jeziorka u podnóża Wielkiej Kopy . Jechać w Rudawy, nie zwiedzając tych wytworów natury- to po prostu grzech. Jednak gdy jesteście ludźmi, którzy cenią sobie spokój a widok pijanych turystów działa im na nerwy- nie wędrujcie tam w weekendy oraz święta. Przyznam szczerze, że zapomniałam o tym fakcie i ruszyłam akurat na długi weekend. Nad jeziorami nie spędziłam czasu tak jakbym chciała. Bandy rozwydrzonych dzieci, ludzie z kijami do selfie, z koszykami piw, reklamówkami z jedzeniem. Im dalej od turkusowego jeziorka- tym gorzej. Gdy ujrzałam budkę z jedzeniem, a przy niej kolejkę turystów- zwątpiłam. 

Jestem wyjątkowo anty nastawiona na takie widoki. Z jednej strony mnie śmieszą niektóre zachowania, z drugiej irytują. Co jak co, byłoby to cudowne miejsce w normalny dzień. Turkusowe jezioro- jest naprawdę turkusowe, na dnie widać powalone drzewa. Gdy zaświeci słońce, robi to szczególne wrażenie. Dalej jezioro, które kolorem przypominało rudą farbę do włosów. Purpurkę otaczają skały obsypane jasnym piaskiem, tworząc tym samym widok, który powali niejednego Amerykanina. Można podziwiać również wejścia do jaskini, niestety w weekendy ciężko ze spokojem się nimi nacieszyć, bowiem każdy robi tam sobie tysiące zdjęć z tzw kija. 

Wejście na Wielką Kopę(871 m n.p.m) przed kolorowymi jeziorkami bardzo ciekawe. Szczególnie podczas lekkiej mgły. Przez szczyt Wielkiej Kopy prowadzą dwa szlaki turystyczne:Żółty oraz zielony. Poruszamy się szeregiem skałek oraz urwisk, co sprawia niesamowita frajdę. Na szczycie wysiłek rekompensuje widok na Sudety Środkowe. 

Do samego pkp od jezior poszło jak z procy.Niestety powroty ciężko znoszę, zawsze mi przykro, że coś już się kończy. Zawsze się mówi, że coś się kończyć musi by drugie mogło się zacząć. Tylko to mnie trzyma w pionie !

Będę miała co wspominać po tej wyprawie. Przez jedną noc najadłam się tyle strachu, że wystarczy mi na najbliższy czas. Jest to zupełnie nowe doświadczenie. Wędrowanie z namiotem jest z pewnością jednym z lepszych pomysłów. Nie tylko ze względów finansowych, ale obcowania z naturą. Widok po przebudzeniu- bezcenny. Rekompensuje nieprzespaną noc, połamane kości, zimno. 

Po tym wyjeździe pragnę więcej. Nogi same mi chodzą na myśl ile w życiu mnie jeszcze czeka.Tyle wyzwań, przygód, przyjaźni, widoków, szczytów do zdobycia. 

Kolejny kierunek?

Szwajcaria Czeska oraz Saska! 

Do następnego wpisu! 

M.K

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *