Uncategorized

Szlakami przez 2016 rok !

Nigdy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek stanę się kobietą z grupy #womanwhohike. 

Dopiero na koniec roku zaczyna dochodzić do mnie  ile zyskałam przez ten cały okres.

Na pewno mogę śmiało stwierdzić, że po tych 365 dniach jestem silniejsza niż rok temu i z pewnością żądna….więcej przygód. Jeszcze do końca nie doceniłam i nie doszło do mnie ile czasu spędziłam w górach. Wielu by się dało pokroić by wyjeżdżać tyle co ja. 16 wyjazdów w ciągu roku, dla jednych dużo, dla drugich mało. Raczej w tej kwestii pozostaję twardo w tej drugiej grupie. Ciągle mi mało. Nie sądziłam, że jeden tak niepozorny wyjazd zmieni mój cały światopogląd, moje cele w życiu, sam styl życia. Im więcej się zagłębiam w tą tematykę, tym bardziej jestem pewna, że chcę tak poprowadzić swoje życie, by znaleźć się jak najbliżej gór. Każdy  wyjazd motywuje mnie do tego jeszcze bardziej. Również zmieniło się moje podejście do ludzi. Cały ten rok pracowałam nad sobą by wyzbyć się małych elementów egoizmu. Uczyłam się kompromisów, chociaż na początku słabo mi to wychodziło. Takie lekcje przekładają się na moje życie codzienne. Ze względu na mój ciężki charakter, trudno mi było wchodzić w kontakty z ludźmi. Początkowo wyobrażałam sobie podróże w góry jako własny plan. Z czasem nauczyłam się, że przecież nie jadę tam sama. Otworzyłam się na potrzeby ludzkie. Są to niekiedy rzeczy błahe np. zwyczajne zapytania ” czy zrobić Tobie herbatę”, ” dobrze się czujesz?”, ” może chcesz się cofnąć?”.  Zdarzało się, że przez to, że dostałam od ludzi po „głowie”, zrażałam się i ciężko mi się było do nich przekonać. Po upływie tego czasu, czuję się o wiele lepiej i coraz bardziej widzę prawdziwość słów ” traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany”. Nie wiem czy bym doszła do tego co teraz- gdyby nie moja pasja. 

W kierunku Hali Gąsienicowej 

Dzięki wyprawom w góry zyskałam coś pięknego – przyjaźń, która mam nadzieję przetrwa wiele lat oraz wiele górskich szlaków i szczytów. 

Oglądając albumy ze zdjęciami, mięknie mi serce. Bardzo chętnie powracam do każdego z tych albumów, nie zważając czy spotkało mnie coś przykrego czy pięknego. Z każdego wyjazdu coś wyniosłam. W tym roku poznałam mnóstwo ludzi, każdy wniósł coś nowego do mojej historii. Bez tych ludzi, podróże w góry by były zdecydowanie o wiele bardziej smutne i mniej barwne. Nie mogę nie wspomnieć o tym, że dopiero teraz zobaczyłam jak piękne mamy rejony w naszym kraju. Poznajmy pierw swoje kąty, by wychwalać Alpy.  Polskim górami jestem zachwycona. Zakochałam się w Tatrach i Karkonoszach. Czuję, że oddaję tam swoje serce. Rok 2016 był bardzo dobrą rozgrzewką przed tym co planuję zrobić w 2017r. Jestem pełna optymizmu, że krok po kroku będę spełniać swoje marzenia. Póki co jestem na dobrym szlaku do tego. Ten wpis ma na celu podziękowanie dla samej siebie oraz dla ludzi, którzy ze mną przeżywali w górach wspólne chwile.To między innymi dzięki Wam, mam w sobie więcej motywacji oraz chęci w zdobywaniu swoich marzeń. Wiele sytuacji pokazało mi również ile mam ludzi dookoła siebie, pomimo, że nie było ich obok, podczas wędrówek. Każdemu życzę takich „duchowych” kompanów. Bez nich z pewnością byłoby mi ciężej przełamywać swoje bariery. 

Dość lamentu !

Który wyjazd wspominam najlepiej?

Zdecydowanie Rudawy Janowickie, pod namiotem z moją przyjaciółką.Będę tą historię opowiadać swoim dzieciom oraz wnukom. Dwie dziewczyny, namiot i jeleń. Od początku wydawało się to złym pomysłem. 

Atak Jelenia na rykowisku? Nie życzę tego nikomu. To była najbardziej hardcorowa noc w moim życiu. Nie spałam całą noc, nasłuchiwałam tego okropnego ryku, oraz wrednej sowy, która zrujnowała naszą noc. Wilgoć, zimno, wichura, jeleń ryczący kilka godzin bez przerwy. Nie zapomnę  słów ” Magda, błagam przytulmy się, ja się boję „, ” cooo to jest, to pies?”. Pierwszy raz w życiu serce podskakiwało mi do gardła! Jednak Rudawy zrekompensowały upierdliwą i straszną noc. Zakochałam się w skałach i drogach wspinaczkowych, których niestety jeszcze nie pokonałam.

Rudawy- Ruiny Bolczów

Skalny Most- Rudawy

Karkonoszki

Izerki

Góry Sowie

Góry Sowie

Karkonosze, szlak do Śnieżnych Stawów

Śnieżne Stawki

Kamienny szlak w Karkonoszach, w kierunku Śnieżnych Stawów

Karkonosze

Zimowe wejście na Śnieżkę

Samotnia









Schodząc ze Starorobociańskiego

Tatry Zachodnie

W drodze na Bystrą

Jaskinia Mylna

W kierunku Wołowca !

Wołowiec

Masyw Śnieżnika

Masyw Śnieżnika

Nie zapomnę wyjazdu w Góry Stołowe, kiedy to doszło do mnie, że totalnie nie potrafię się spakować. Na wyjazd na 1 noc, zabrałam 80-litrowy plecak, który był wypchany po brzegi. Na końcu wędrówki myślałam, że umrę. Nigdy nie miałam tak ciężkiego plecaka.  Jednak to był początek wyjazdów- można wybaczyć błędy.  Tanie wino w schronisku na Szczelińcu, gitara i słabe umiejętności kolegi( do tego śpiew Ivanny ! ) . Zachód słońca i zima- czego chcieć więcej? 

Schronisko na Szczelińcu 

Karkonosze– Tam się zaczęło i tam również mam jedne z najpiękniejszych wspomnień. To właśnie tam pojechałam wędrować pierwszy raz sama. To tam zderzyłam się ze Śnieżką…której dotychczas nie brałam poważnie.  To była jedyna góra, która naprawdę dała mi popalić. Mróz, silny wiatr i nieszczęsne buty, przemarznięte dłonie. Po powrocie do domu, wyglądałam jak poturbowana. Ale to wszystko było warte zachodu. Karkonoszki, moje Karkonoszki- będę tam powracać jeszcze nie raz, nie dwa.

Góry Izerskie– Niskie, ale cudowne. Mają swój niepowtarzalny klimat, szczególnie zimą. Tam wspominam najwięcej śmiesznych sytuacji. Długa wędrówka i zmęczenie nie odbierały nam dobrych humorów.   Nawet mój bolący ząb nie popsuł całej Izerskiej zabawy. Śnieżne labirynty, woda z robalami,  czy nawałnica latem. Pierwszy raz w życiu byłam tak przemoczona w górach, co i tak stało się frajdą zamiast tragedią. 



Przyłapana na niemocy w Izerach




Beskied Żywiecki, Zawoja

Beskid Żywiecki– Tam pierwsza styczność z łańcuchami i tak już chwyciłam bakcyla. Przed Tatrami, Babia to był  jeden z najwyższych szczytów, które zdobyłam. Zejście z góry będę wspominać jako lodowiskową katorgę, podobnie jak w Karkonoszach. Pełno siniaków, rany na dłoniach. Cała bariera przed podróżami zaczęła się właśnie tam, kiedy podczas powrotu do domu, dostałam silnego zatrucia pokarmowego. Jedna sytuacja sprawiła, że mój cały świat przewrócił się do góry nogami….jednak nic  nie jest w stanie zrazić mnie do gór. 

Beskid Mały

Leskowiec

W drodze do schroniska Leskowiec

Leskowiec




Najmniej podobało mi się w górach Sowich oraz w Beskidzie Małym. Jednak całe towarzystwo, które tam jechało- zasługuje na order- STK !  Beskidy jakoś nie wzbudzają szczególnie mojego entuzjazmu. Oczywiście tymi pasmami górskimi bym nie pogardziła, ale jak się dotknie czegoś wyższego- to chce się wyżej i wyżej. Góry Sowie to typowy spacerek. Czułyśmy się jak na wycieczce szkolnej po lesie.  Ale to właśnie tam widziałam jeden z najładniejszych zachodów słońca, wtedy usiadłyśmy przy piwie na polanie i po prostu patrzyłyśmy z dziewczynami w dal. Nie liczył się czas. Nic się wtedy nie liczyło. 

 Tatry- Te góry zachwycają mnie i jednocześnie przerażają. Najwyższe szczyty korcą. Byłam i jesienią i zimą. Zimą szczególnie uwielbiam wędrować. Po letnim wyjeździe w te góry, myślałam, że nigdy więcej się do nich nie przekonam. Wystraszyłam się swojej paniki( o czym już pisałam na blogu wcześniej )  przez to byłam niesamowicie zrażona do Tatr. Coś mi bardzo przeszkadzało by znowu tam pojechać. Czułam barierę, której nie mogłam przełamać. Sama myśl o tych górach doprowadzała mnie do trzęsiawki. Pełna mobilizacja zajęła mi 4 miesiące. W tym czasie powolutku oswajałam się z innymi górami. Coraz bardziej się przekonywałam i widziałam, że nic mi się nie dzieje. Poczułam się gotowa. No i ruszyłam. Kolejne sytuacje utwierdziły mnie w przekonaniu, że daje sobie zawsze radę. Nawet w tych kryzysowych sytuacjach. Patrzę na swoje zdjęcia i śmiać mi się chce. Osoba ze zdjęć w niczym nie przypomina człowieka, który może mieć problemy z lękami. Szczególnie gdy czołgam się po jaskiniach. Pierwszy raz przeszłam większy odcinek w jaskini, brodząc w kałużach na czworakach. Sprawiło mi to tyle radości. Jaskinie to miejsca szczególnie wyjątkowe i bardzo mroczne. Każdy odgłos kapiącej wody wzbudza  ciekawość i mały strach. Cisza, która tam panuje jest dla mnie niesamowita. Nawet sam dotyk tych skał jest ekscytujący. Jaskinia Mylna jest dostępna turystycznie, każdy może indywidualnie doświadczyć „speleologicznej ” przygody. Wielu na pewno to właśnie tam rozwinęli swoją jaskiniową pasję. Ciemno jak w trumnie, chłód, wilgoć, zalegająca woda- z pewnością nie każdy odważy się przez to przejść. Choć dla niektórych Jaskinia Mylna może wydawać się banalna, na mnie wywarła pozytywne wrażenie. Wkręciłam się w temat na tyle mocno, że nie odchodzę od gazet ” Jaskinie” oraz filmów w tej tematyce.  W Tatrach czuje szczególny klimat , gdy widzę  zawodowych wspinaczy czy taterników, którzy schodzą z ciężkich szczytów. Trzymają czekany, liny, karabinki. Patrzę na nich jak mała dziewczynka, której myśli tylko krążą wokół jednej sceny – to ja, za jakiś czas. Tego ja chcę. To jest to co chcę robić. Chcę poznać te góry najbardziej jak się da. Oddać w to całe swoje serducho i czerpać z tego radość. Bowiem góry jest to mój sposób na życie, a gdy mam je przejść z uśmiechem na twarzy- zrobię to po mojemu. 



W drodze na Gąsienicową

Kościelec

Pełnia przy Murowańcu

Wąwóz Kraków

Smocza Jama

Smocza Jama

Przed wejściem do Mylnej

Jaskinia Mylna








Łącznie w 2016 roku, po zliczeniu wszystkich tras, wyszło ok. 500 km. 16 Wyjazdów od początku roku.  Jest to dla mnie malutki sukces. Musi być to coś wyjątkowo silnego, skoro potrafię pojechać w góry po 12 godzinach nocnej zmiany, jeździć znienawidzonymi pociągami, ubrudzić się czy też pokaleczyć.

Każdemu życzę by odnalazł w życiu coś podobnego jak ja. Niekoniecznie muszą być to góry. Ja tego bardzo potrzebowałam. Otwierajcie się na nowe pomysły, wyzwania. Nie słuchajcie gdy ktoś Wam mówi ” weź się zabierz za coś porządnego, a nie zajmujesz się bzdurami”. To Wasze życie i kierujcie nim tak, by przejść je z wyjątkowo pięknymi wspomnieniami. 

I tego życzę sobie i Wam w 2017 r.

Dla mnie rok 2017 będzie górską petardą, a dla Was? : )

M.K

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *