Uncategorized

Z tarczycą w górach !

Coraz częściej natykam się na ludzi, którzy mają problemy z tarczycą. Z racji tego, że przez kilka dobrych lat przechodzę przez piekło tarczycowe, temat ten mam w małym palcu. W tym poście nie będę opisywać żadnych szlaków ani zdawać relacji z górskich wyrypów. Bardziej bym chciała się skupić na tym, jak zaobserwować u siebie objawy chorób związanych z tarczycą, by móc spokojnie poruszać się w górach i wyjść bez szwanku. Jest to temat moim zdaniem bardzo ważny, gdyż wiele osób bagatelizuje objawy i nie zdaje sobie sprawy do czego może to doprowadzić. Znajomość własnego ciała ma bardzo duże znaczenie, jeżeli chcemy wspinać się w górach. Warto się przebadać chociaż raz na jakiś czas i sprawdzić czy nasza tarczyca nie zaczyna szaleć. 

Z niewykrytą chorobą tarczycy chodziłam dobre kilka lat. Miałam całe mnóstwo objawów, które sgłaszałam lekarzom. Niestety w moim przypadku nic to nie dało, gdyż lekarze nie potrafili zdiagnozować mojej choroby. Gdyby nie moja mama, która po kilku latach zauważyła, że moja szyja zaczyna puchnąć, w tej chwili by mnie tutaj nie było. W mojej rodzinie wszystkie kobiety chorują na tarczycę, także prawdopodobieństwo, że wystąpi ona u mnie było ogromne. Mimo wszystko lekarze bagatelizowali istotne informacje. Początkowym objawem, który mnie wręcz wykańczał było ( i nadal jest ) : 

PRZYŚPIESZONE TĘTNO 

Jest to bardzo częsty objaw problemu z nadczynnością tarczycy. Serce potrafi uderzać nawet do 140/min. Tak było w moim przypadku. Maxymalnie osiągnęłam rytm 165/min. Czułam się jak sprinter. Najzwyklejsze domowe czynności wywoływały u mnie maxymalne zmęczenie. Wchodząc na 3 piętro do mieszkania, nie mogłam złapać oddechu. Miałam wrażenie, że całe moje ciało pulsuje. Człowiek ma wrażenie wiecznie zdenerwowanego. Nie dajcie sobie wmówić, że są to problemy nerwicowe, gdyż mi próbowano za wszelką cene to udowodnić. Nie wyszło im. 

UTRATA WAGI

Mogłoby się wydawać, że niektórzy będą marzyć o takiej sytuacji. Na początku myślałam, że chudnę, ponieważ uprawiam dużo sportu. Nigdy nie byłam typem chudzielca, zawsze wyglądałam zdrowo. W ciągu kilku miesięcy schudłam z 65 kg/173 cm do 56kg. Wyglądałam bardzo źle, niekorzystnie. Moja cera stała się ziemista, kości wystawały. Byłam bez wyrazu. Każdy przyglądający mi się z boku, myślał, że się odchudzam. 

Czułam również znacznie zwiększony apetyt. Jadłam bardzo dużo słodkiego, szczególnie czekolady. Mogłam jeść dosłownie wszystko a i tak traciłam znacznie na wadze. 

Niestety tarczyca dosłownie jadła mnie od środka. 

NASTRÓJ

To chyba najbardziej upierdliwa dolegliwość dla moich najbliższych, którzy niestety nie wiedzieli jak mnie ogarnąć. Raz chce Ci się płakać, raz śmiać. Często łapiesz doły? Wiecznie chce Ci się spać oraz czujesz zmęczenie w ciągu dnia, chociaż niczego wielkiego nie robisz? Nie masz motywacji? 

Wielu lekarzy w Polsce zamiast przy takich objawach wysłać pacjenta na badanie tarczycy, wlepia im od razu leki antydepresyjne, które zamiast pomóc, stłamszą go jeszcze bardziej. 

Osoba, która ma nadczynność tarczycy, może mieć pogłębienie stanów lękowych.

Ja byłam bardzo nerwowa, towarzyszyła mi ciągle „chodząca” noga. Wyglądałam na kogoś, kto się bardzo niecierpliwi. Moje ciało wyglądało jak karabin w akcji. Istna bomba zegarowa.

Bardzo łatwo pomylić chorobę tarczycy z depresją. Zarówno przy chorobach niedoczynności jak i nadczynności. 

MOKRE CIAŁO

Osoby z nadczynnością tarczycy, często to u siebie zaobserwują. Człowiek ma wrażenie, że chodzi z gorączką. Kilka kroków i masz uczucie zalewającej fali gorąca. Skóra staje się wilgotna. W ostatniej fazie mojej postępującej nadczynności miałam 38 stopni gorączki. 

PROBLEMY Z WŁOSAMI 

Łamliwość oraz wypadanie włosów. To była moja zmora. Mam naturalne, lśniące, kręcone włosy. Niestety utraciły one blask, stały się matowe, utraciły sprężystość. Stosowałam wszystkie preparaty, suplementy, nie pomagało. Dopiero gdy poziom hormonów zaczał się wyrównywać, włosy odzyskały swój połysk.

OBRZĘK SZYJNY-WOLE TARCZYCOWE

To był mój najbardziej ujawniony  objaw, który okazał się ostatnim dzwonkiem. 

Chodziłam dobre dwa lata z tak poważnymi objawami, które nieleczone doprowadziły do tzw przełomu tarczycowego, czyli najgorszego stadium nadczynności tarczycy. 

Żaden lekarz, do którego udawałam się po pomoc, nie wykrył tak banalnych objawów. Do tej pory jestem zbulwersowana polską służbą zdrowia. 

Przykład mojego rosnącego wola 

Dlaczego wpis pojawia się na blogu o tematyce górskiej zatem?

Wyjeżdzając w góry z takimi objawami, sami możecie odpowiedziec sobie na pytanie, czy to bezpieczne? Oczywiście, że nie. Wyobraźcie sobie, jak można czuć się podczas wspinaczki na szczyt przy sercu, które uderza ponad 100/min. samo z siebie. Wzmożona aktywność fizyczna, bez konsultacji z lekarzem, bez odpowiednich leków, które ustabilizują rytm serca oraz poziom hormonów tarczycy jest bardzo niebezpieczne dla życia. 

Choroby tarczycy nie są proste do wyleczenia. Całkiem możliwe, że chora osoba, zmuszona jest zażywać leki do końca życia. Zaniedbanie tego może doprowadzić do ponownego zaburzenia hormonalnego, może to uderzyć w drugą stronę. Z nadczynności tarczycy możemy przejść na niedoczynność. A wtedy objawy sa zupełnie inne, również bardzo uciążliwe. 

Wyrównanie poziomu hormonów przy przełomie tarczycowym  wymaga poświęcenia, cierpliwości oraz terminowości w wykonywaniu badań oraz przyjmowaniu leków.  Mojej tarczycy nadal nie udało się ustabilizować po 4 latach leczenia. 

Jeszcze te 4 lata temu o wyjeździe w góry mogłabym tylko pomarzyć. Jest duże prawdopodobieństwo, że w tamtym okresie, gdybym wyszła na szlak mogłoby się to skończyć tragicznie. Taka aktywność fizyczna mogłaby stanowić zagrożenie dla mojego życia. 

Dopiero w tej chwili czuję się znacznie lepiej, jednak w górach nadal nie mogę sobie na wszystko pozwolić. Aktualnie mój poziom tarczycy ciągle się zmienia, przeskakuje z nadczynności w niedoczynność, co daje efekt na moim stawach. W Tatrach po 3-cim dniu wędrówki, moje stawy nie wytrzymały. Dostałam tak ostrego bólu, że myślałam o tym, by się mocno wtedy rozpłakać. 

Wchodząc na Kasprowy Wierch zimą odczułam silne kołatanie serca oraz duszności w klatce piersiowej. Wiem, że było spowodowane to zbyt intensywnym wędrowaniem. Przy takiej chorobie warto niekiedy zmodyfikować trasy i wybrać opcje krótszych wariantów. Warto się w górach nie śpieszyć, oddychać miarowo. Przy problemach z kołataniem serca warto mieć przy sobie listek Propranololu, który łagodzi ten objaw przy leczeniu nadczynności. 

Nerwowość w górach również może was tam napotkać ze wzmożoną siłą. Człowiek może czuć się wręcz spanikowany. Wędrowanie na wysokościach może odbić na Was swoje piętno. Warto zażywać jakieś ziołowe środki uspakajające, lub zaparzyć sobie w termosie herbatę z melisy ( ja to stosuje zawsze, dla spokoju ). Nie polecam stosowania żadnych specjalistycznych środków uspakajających.Chyba, że macie taki listek w kieszeni na naprawdę hardcorowy moment. Często leki tego typu są dopisywane do recepty, by uspokoić pacjentów. Niestety, ale takie leki sa z reguły silne a skutkiem ubocznym zazwyczaj jest senność. Chyba nie chcecie chodzić po górach jak śnięte ryby?

Wszystko to odbywa się w naszej głowie, tarczyca tylko wrednie to podjudza. Nie ma sensu faszerować się lekarstwami, które wyniszczą wam dodatkowo żołądek. Starajcie się zatem radzić sami.

Podczas wędrówki górskiej osoba z nadczynnością powinna robić sobie więcej przystanków. Nie dajcie się popędzać. To jest Wasze ciało i Wasze zdrowie. W górach nie powinno się czuć żadnego nacisku. Idziemy tam by uzyskać przyjemność oraz spełniać marzenia.Nie idziemy na Drogę Krzyżową.

Tarczycowiec powinien mieć zawsze dostęp do świeżego powietrza. Chociażby w schronisku, w pokoju. Męczarnia w dusznym pokoju, to jest bardzo zły pomysł dla osoby, która ma uderzenia gorąca. Nikt nie chce obudzić się zlany potem niczym przy malarii. 

Do diagnozy chorób tarczycy zazwyczaj wystarczy wykonać badanie TSH. Przydatne są również badania FT3 oraz FT4. Nieleczona tarczyca może doprowadzić nawet do śmierci. Warto mieć ten narząd na szczególnej uwadze, gdy w naszej rodzinie ktoś chorował na tarczycę. Jest duże prawdopodobieństwo, że genetycznie Wy również będziecie mieli z tym problem.

Mnie dopadła choroba Gravesa-Basedowa w momencie w którym moja pasja górska jeszcze się nie ujawniła. I Bogu za to dziękuję. Dzisiaj bym siedziała załamana, gdyż nie mogłabym w takim stanie nigdzie się ruszyć. W tej chwili, by optymalnie dobrych wynikach mogę jeździć wszędzie, przy zachowaniu rozwagi i kontroli własnego ciała. Kiedyś traktowałam tarczycę jak swojego wroga, najchętniej wzięłabym nożyce i wycięła ją sama. Niedawno usłyszałam od lekarza ” potraktuj ją jak swoją przyjaciółkę, poznajcie siebie nawzajem”. 

 Może w końcu spojrzy ona na góry moimi oczami i ….przestanie mi truć w podróży ?

Z tarczycowym przesłaniem

Tarczycowiec M.K 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *