Uncategorized

Za miedzą…Czyli po Słowackiej stronie Tatr

O tym, że wolę słowacką stronę wspominałam już dużo wcześniej. Ale, że aż tak bardzo ta strona skradnie mi serce- nie podejrzewałam. Im więcej wizyt za miedzą, tym coraz częściej chcę tam bywać. Przede mną tyle słowackich dróg, że nie mogę się już doczekać kiedy przejdę następną. Uwielbiam polskie Tatry, ale przy niektórych słowackich krajobrazach, zastanawiam się co wyjątkowego jest w Hali Gąsienicowej. Na mnie w każdym razie ani podejście, ani sama Hala nie robi wrażenia. Podobnie jak Chochołowska. Mam na liście kilka miejsc, które koniecznie chcę odwiedzić po drugiej stronie. Jednym z tym miejsc było schronisko nad Kieżmarskim Stawem. Dawno nie widziałam miejsca tak urokliwego i bajkowego. Już od pierwszych minut wiedziałam, że ta wycieczka będzie jedną z lepszych. I tak rzeczywiście było. Łomnica skąpana w słońcu, następnie otulona puchem ciemnych chmur…niesamowity widok. Jestem sceptycznie nastawiona do wszelakich szczytów na które da się wjechać kolejką, jednak Łomnica….coś w sobie po prostu ma. Trafiłam na przepiękny i mroczny moment, kiedy skryta pod deszczowymi chmurami wypuszczała ze szczytu czerwone kapsuły z ludźmi. ” Windą do nieba” idealnie trafiony tytuł !   Ale nie tylko na Łomnicy skupiało się to całe WOW. Po drugiej stronie znajduje się jedno urokliwe miejsce. Mało polaków w ogóle wie o jego istnieniu.” Chata pri zelenom plese”, mówi Wam to coś? Zapewne nie.

Schronisko, szmaragdowe jezioro, kofola, dookoła same tatrzańskie kolosy z Jagnięcym Szczytem na czele. Czego chcieć więcej. Będąc w tym miejscu miałam wrażenie, że jestem otoczona samymi profesjonalistami. Co rusz, do pomieszczeń wchodziły ekipy, uzbrojone w liny, kaski, ekspresy. Żadnych siatek z biedronki, żadnych trampek, bluzeczek. Wszyscy profesjonalne obuwie. Tylko przewijały się nazwy Salewa, The North Face, Milo. Balsam dla oczu i szok jednocześnie. Dlaczego tu jest inaczej? Inaczej, ale pięknie!

Nie chciało mi się opuszczać tego miejsca, chętnie kiedyś spędzę tam kilka nocy. Szczególnie zimą, kiedy to Kieżmarski musi wyglądać naprawdę majestatycznie.

Niestety to nie był dzień na Jagnięcy, zatem uderzyłam na Velka Svistovke. Całkiem przyjemny i pusty szczyt. Z góry schronisko przypomina małą budkę nad szmaragdowym oczkiem wodnym. Nie chciałam schodzić w dół. Na samym szlaku od Kieżmarskiego Stawu aż na szczyt przewijało się sporo ludzi….co mnie nie irytowało. Dlaczego? Słowacy są niesamowitymi ludźmi. Ich powitania brzmią śpiewająco. Sam język jest przyjemny dla ucha. Ci ludzie po prostu brzmią jakby byli szczęśliwi. Gdy mówisz do nich „cześć” nie mają miny w stylu ” o co Ci chodzi?”- tak jak w przypadku większości polaczków. Ci ludzie po prostu wiedzą co robią w górach.

Jagnięcy, KIeżmarski i Łomnica to trzy charakterystyczne kolosy, które dają małego bakcyla do zdobywania jeszcze wyższych szczytów. Ta cała górska potęga ukazuje jaki człowiek  jest malutki. Jest niczym mała mróweczka na szczycie wielkiego kopca, który daje jej szczęście, a jednocześnie może ją zabić.

Jestem w szoku, że nie wydarzyło się podczas tej wędrówki nic nadzwyczajnego..przecież jestem ekspertem ds nietypowych zdarzeń w górach. Może nareszcie zła passa odeszła?

Byłabym szczęśliwa !

Z górskimi pozdrowieniami

M.K

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *