Góry,  Trekking, góry

Partnerstwo w górach

Nie jestem zwolenniczką poruszania się w górach w pojedynkę. Ewentualnie tak jak w porze letniej mogę na to przymknąć oko, tak zimą uważam to za głupotę. O tym jak ciężko jest znaleźć odpowiednią osobę nie jeden się przekonał. Szczególnie można się przejechać na facebookowych stronach pt ” szukam kompana w góry”. Kiedyś szukałam kompanki na wycieczkę w Tatry, postanowiłam zaoferować wędrówkę na takiej to stronie. Pod postem ludzie zostawili ok 90 komentarzy z czego, może tylko jedna była brana na serio. Miałam jednak okazję poczytać o doświadczeniach innych górołazów, którzy odważyli się i poszli z kimś w ciemno. Zdarzały się sytuacje hardcorowe. Przykładem był mężczyzna, który nastawiony na zdobycie ambitniejszego szczytu, zabrał małżeństwo, które przybyło w umówione miejsce w przysłowiowych „klapkach” i siatkach. Zmienił szybko kierunek wycieczki, na łatwiejszą i krótszą. Opowiadał z jaką irytacją przyszło mu się mierzyć, kiedy małżeństwo co sekundę wyciągali kija do selfie i strzelali zdjęcia wszystkiego co się ruszało, nawet robaków. Oczywiście kondycyjnie trafił na totalne zero. Wycieczka zakończyła się w schronisku. Takich opowieści jest więcej. Nie przekreślam takich sposobów szukania partnera, na pewno jest wiele osób, które poznały ciekawych i fajnych ludzi przez internet.

Jednak nie o sposobach szukania chciałabym się tutaj rozwodzić. W swoim górskim dorobku nie mam kilkunastu lat doświadczenia, jednak z wieloma ludźmi miałam okazję wędrować i uważam, że mogę coś na ten temat powiedzieć.

Zaufanie. Jest to najważniejsze odczucie, które przynajmniej ja muszę mieć. Co z tego, że z kimś będzie się fajnie gawędziło podczas wycieczki, skoro przy pierwszym problemie Ciebie oleje. W łagodnych rejonach to jeszcze pół biedy, ale na trudniejszych szlakach to stanowi poważny problem.

Uważam, że na cięższy trekking warto mieć osobę, która wie co robi. Jest świadoma gór, zagrożeń, potrafi racjonalnie ocenić różne sytuacje oraz wycofać się ze zdobycia szczytu, gdyż sytuacja zagraża życiu. Zdarzają się sytuacje, w których nawet kilkanaście metrów dzieli nas od upragnionego szczytu, ale warunki nie pozwalają by dalej iść. I nie chodzi tutaj tylko o zimowe warunki, ale letnie również. Lepiej się wycofać kilka metrów przed, niż popełnić mikroskopijny błąd i zostać kaleką lub w najgorszym przypadku stracić życie. Balsamem dla mych uszu jest zdanie ” Zawsze możemy się wycofać”. Jest to komfortowe, gdyż dwie osoby mają świadomość tego, że w każdej sytuacji mogą poprosić o odwrót, bez zbędnego zrzędzenia i wyrzutów.

Z racji tego, że sama zmagam się z małymi lękami przestrzennymi, zwracam szczególną uwagę na podejście partnera w stosunku do mnie. Tutaj przydaje się również cecha taka jak EMPATIA.

Nie każdy potrafi dobrze podejść do osoby, która spanikuje w górach. Jednak pozostawienie jej samej sobie w takim wypadku może się skończyć wezwaniem Topru. Znam sytuacje w których osoba spanikowana, przyklejona do ściany usłyszała tekst ” To Ty dojdź tutaj. Usiądź, poczekaj, a ja sobie wejdę na szczyt ( Rysy)”. Karygodne podejście. W takiej sytuacji, minimalne uczucie wsparcia by się przydało.

Nie narzucanie swojego tempa. To kolejna irytująca dla mnie sytuacja. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie mają wielki problem z dopasowaniem tempa do partnera.Idziecie wędrować w dwójkę, a Ty idziesz z tyłu jak ostatni baran, gadając sam do siebie. Pytanie, to po co idziemy razem? Kilka razy miałam okazję skosztować tego uczucia, kiedy to goniłam partnerkę z palącymi stawami. Tylko dlatego, żeby poinformować ją, że muszę odpocząć bo nie wytrzymuję już z bólu, przy zejściu ze szlaku.

Umiejętność oceny sytuacji. Tego cały czas się uczę. Niestety zdarzyło mi się kilka razy, że takową sytuację oceniłam źle i wyszłam na totalnego ryzykanta. Jednak każde doświadczenie czegoś mnie uczy i mam nadzieję, że więcej takich błędów nie popełnię. Swego czasu trochę kpiłam sobie z ostrzeżeń lawinowych. Wychodziłam w góry pomimo lawinowej 3, bez kursu lawinowego oraz podstawowej umiejętności oceny zagrożenia. Tak, to głupota. Teraz podchodzę do tematu bardziej jak rozważny człowiek a nie wariat, który igra z ogniem. Dlatego dobrze, gdy partner z którym mamy iść się wspinać, mówi” tam nie pójdziemy bo to teren zagrożony lawinami”.To już jest dobry przejaw.

Podstawy asekuracji. Niestety nie posiadam jeszcze takich umiejętności. Nie potrafiłabym wyciągnąć kogoś z opresji za pomocą liny. Mam partnera, który ma wspinaczkę skałkową w małym palcu. Świadomość tego, że masz obok siebie kogoś, kto w trudnej sytuacji postara się wykorzystać umiejętności wspinaczkowe oraz wie jak używać sprzętu do tego przeznaczonego, jest …. uspokajająca. Daje małe poczucie bezpieczeństwa. Chciałabym nabyć takie umiejętności by i mój partner wiedział, że mógłby na mnie liczyć w ciężkiej chwili. Miałam taką sytuację, że partner mnie asekurował, ryzykując tym samym swoje zdrowie. Nabyłam do niego jeszcze więcej zaufania.Wiem, że w żadnej sytuacji mnie nie zostawi i pomoże na tyle ile będzie mógł. Dzięki temu doszłam do momentu, w którym śmiało mogę powiedzieć, że mam dobrego partnera w góry i tak jak przerażała mnie myśl o przejściu Orlej, czy mniej trudnego Ostrego Rohacza, tak z nim mogę to przejść.

Ludzie mogą pomyśleć sobie, o co taki szum z chodzeniem po górach. Szum jest o to, by minimalizować ryzyko i. Jeżeli nie chcemy chodzić samemu, to partnerzy to nasze drugie połówki. Warto poznać ich mocne i słabe strony. Warto wiedzieć, na ile są w stanie pomóc lub wesprzeć. Czy zostawią Cię w potrzebie? Czy ważniejsze dla nich będzie dobre selfie, czy Wasze zdrowie? Czy znają podstawy poruszania się w górach? Czy zwyczajnie im ufasz i czujesz się z nimi swobodnie i komfortowo? Czy masz do czynienia z egoistami czy ludźmi, którzy oddadzą Ci ostatniego batona gdy jesteś głodny, a zabrakło Ci prowiantu? Czy są w stanie zrezygnować z planów, bo Ty nie dajesz rady? Czy są to ludzie, którzy dostosują się do grupy, Twojego tempa, czy raczej powiedzą Ci ” czeeeeeemu idziesz tak wolno?”.

Ja sobie odpowiedziałam na te pytania dopiero niedawno. Wcześniej wychodziłam z kim popadnie i kończyło się to rozczarowaniami. A od momentu kiedy zostawiono mnie chorą i samą w schronisku- dobieram ludzi ostrożnie. Tego również i Wam życzę !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *