Góry,  Podróże,  Trekking

W pogoni za marzeniami !

Trzy razy. Tyle razy podchodziłam do tematu przeprowadzki w góry. Im więcej wyjeżdżałam na wędrówki, tym więcej rodziło się flustracji, gdy siedziałam w Poznaniu. Na początku tego tak nie czułam, jednak z miesiąca na miesiąc było coraz to gorzej. W ciągu roku miałam dwa podejścia do przeprowadzki, by być bliżej gór. Miałam dużo różnych pomysłów, zaczynając od Jeleniej Góry, kończąc na Krakowie. Karkonosze dawały poczucie bezpieczeństwa, bo jest bliżej domu, łatwiejsze i szybsze połączenia. Jednak nie, nie tego szukałam. Podążałam również za pomysłem wyjazdu do Krakowa. Teraz wiem, że to by był mój największy życiowy błąd. Szybko bym się ewakuowała, zadusiła bym się jeszcze bardziej niż w Poznaniu, a w góry i tak bym nie jeździła dzień w dzień( tak jak sobie to wyobraziłam ). Tak więc przyszedł kryzys. Wiedziałam tylko jedno – nie chcę żyć w Poznaniu. Moje ostatnie zetknięcie z nową pracą to było istne piekło. Miałam wrażenie jakby ktoś mnie miał tam zamordować,znęcać się. Jechałam autobusem ze łzami w oczach. Tak bardzo chciałam uciec. Żyłam tylko planowaniem kolejnych wyjazdów i tylko to w zasadzie trzymało mnie przy normalnej egzystencji. Wyjazd raz w miesiącu łagodzi stan tęsknoty tylko na kilka dni po powrocie. Potem zaczynało się wszo od nowa. Znowu nadmierna chęć podróży. A tu lipa- trzeba iść do znienawidzonej pracy. Miałam tak silną chęć w ostatnim czasie, by po prostu się spakować i zmienić swoje życie, bez zbędnego planowania na kilka miesięcy przed….i tak też zrobiłam. Wiedziałam doskonale, że ten moment nadejdzie, że będę musiała sprawdzić czy to co mi się ciągle rodzi w głowie sprawi, że będę szczęśliwa. Nie zapomnę tego uczucia, kiedy siedziałam ostatni dzień w pracy na szkoleniu, koleżanka tłumaczyła mi wszystko po kolei. Opowiadała o moich nowych obowiązkach, a ja siedziałam jak kretyn, gapiąc się w okno i myśląc jednocześnie ” mogłabym wysłuchiwać tej paplaniny, gdybym tylko była chociaż w miejscu, które mnie zmotywuje do życia”.  Tak też przytakując jej na wszystko o co pytała, wyszłam z pracy wiedząc jedno- do tej pracy nie wrócę. To jest ten moment.  Pracę  rzuciłam z dnia na dzień. Kolejna sytuacja, która ukazała mi czego tak naprawdę chcę.  Miałam niesamowite poczucie winy, martwiłam się co ludzie powiedzą ” ta znowu odeszła z pracy, bo jej się coś nie widziało”, ” ta to sobie miejsca znaleźć nie może”, „nieodpowiedzialna ta Magdalena”. Moja rodzina i najbliżsi jednoznacznie po tej sytuacji powiedzieli ” Magda jedź, spróbuj. To jest ten moment.”

Wodospady w Dolinie Białego
Droga na Vielká Svistovke
Na świnicę
Szlak zielony z Butorowego do Kir

Postanowiłam jednak nie rzucić się na głęboką wodę od razu. Wraz z moją przyjaciółką, pojechałyśmy w Tatry na 3 dni. Miał to być wyjazd w celu poszukania pracy oraz sprawdzenia samego miasta, skoro miałam w nim zamieszkać. Podczas tego wyjazdu czułam się dziwnie, byłam strasznie wystraszona, towarzyszyły mi napady paniki. Jednak nie byłam tam sama, otrzymałam duże wsparcie i motywację. Moja mama dała mi poczucie bezpieczeństwa, że jeżeli cokolwiek się wydarzy, nie dam rady z tą sytuacją, mogę wrócić do domu. Pracę dostałam w ciągu godziny, gdybym miała przy sobie normalne rzeczy, a nie tylko górskie- już bym do Poznania nie wróciła.  Ta przeprawa po zabranie swoich rzeczy była dla mnie najcięższa, bałam się bardzo, że gdy przyjadę do domu, po prostu pęknę i się wycofam. Tak bardzo przeżywałam ten wyjazd, że nie mogłam niczego zjeść, marzyłam by znaleźć się już na miejscu.  Gdy już w wymarzonym miejscu się pojawiłam wcale nie było lepiej. Nogi miałam jak z waty, byłam tak przerażona, że myślałam, że zginę wśród tłumu turystów. Serce waliło mi jak oszalałe, myśalałam, że puszczę pawia na środku dworca. Wzięłam się w garść i poszłam przed siebie. I tak jestem tu już miesiąc.

Panorama z Butorowego Wierchu
Nosal pod wieczór
Widok z Sarniej

Z początku, gdy spacerowałam po Zakopanem i patrzyłam na góry, jakoś nie docierało do mnie, że ten moment o którym tak marzyłam nastąpił. Z dnia na dzień dochodzi to do mnie coraz mocniej. Szczególnie gdy co drugi dzień siedzę w górach, z aparatem w ręku. Wiem, że to jest to. Uśmiech na twarzy sam się pojawia. Widzę różnicę w swoim zachowaniu w stosunku do ludzi. Jestem bardziej otwarta, nawiązuję relacje z innymi. Nawet potrafię spędzać czas sama ze sobą, nie potrzebuję towarzyszy. W ciągu tego miesiąca zdążyłam zrobić wiele dobrych zdjęć. Widzę, że jestem w miejscu, które ma tak wiele do zaoferowania. Zabieram aparat, gdziekolwiek bym poszła. Zaczynam poznawać tutejsze tradycje, tutejszych ludzi. Jest to obcowanie z totalnie innym światem. Wiem też, że za jakiś czas zdecyduję się nad własnym górskim rozwojem. Nie będę tylko zwykłym górołazem. Mam w planach ukończyć kursy z różnych zakresów. Niektórzy mawiali, co ja tu robić będę. Przecież to zadupie, turystów pełno, kolejki wszędzie. I co z tego? Nie chadzam tam gdzie wszyscy, jestem tutaj we własnych celach. To miasto ma więcej do zaoferowania niż Poznań. Przynajmniej dla takich osób jak ja. Jest tu wszystko czego potrzebuję. Zaklimatyzowanie się zajmuje mi co prawda więcej czasu niż zakładałam. Myślałam, że wszystko łatwo mi przyjdzie. Wszystko wymaga czasu. Początkowe dni były dla mnie trudne, gdyż nikogo nie znałam. Chciałam poznać tysiąc ludzi od razu. To tak nie działa. Sama muszę sobie dużo rzeczy tłumaczyć i nauczyć cierpliwości. To jest bardzo dobra lekcja dla samej siebie. Myślę, że jestem w odpowiednim miejscu. Dotarłam tutaj w odpowiednim czasie. Wszystko miało swój moment. Tak długo nakręcałam się na wyjazd, potem się wycofywałam. Czułam się przez to jeszcze gorzej. Cieszę się, że podjęłam taką decyzję, że postanowiłam spróbować, dać sobie szansę.  Tak bardzo przeniosłam swoje pasje na pierwsze miejsce, że czegokolwiek bym w Poznaniu nie zrobiła- bym była cały czas nieszczęśliwa. Tu mam wszystko co kocham na wyciągnięcie ręki. Różne kraje obok, również dają mi zielone światło na eksplorowanie ich terenu. Wiem, że skupię się na Słowacji, bo to co ta kraina ma do zaoferowania- powala z nóg.Słowacy natomiast  to jedni z niewielu , u których przywitanie brzmi jak refren piosenki.

Gąsienicowej tłumaczyć nie trzeba
Ze Świnicy, przez Liliowe

Duże wsparcie otrzymałam od moich najbliższych ludzi. Jest ich co prawda garstka, ale po tym co dla mnie robią, skoczyłabym za nimi w ogień. Mogłam na nich liczyć od pierwszej sekundy mojego wyjazdu. Byli ze mną prawie całą 11 godzinną podróż, nie fizycznie, ale wisieli na telefonie. Bardzo Wam dziękuję ! Szczególnie mojej kochanej Mamie, która non stop śledzi informacje z Topru i dzwoni by mnie ostrzec. Nie wiem co bym zrobiła bez moich kochanych ludzi.Dzięki telefonom, mam wrażenie jakby siedzieli Oni obok mnie.  Każdemu życzę by miał w życiu chociaż jedną taką osobę jaką mam ja.

W drodze do Siklawicy
Murowaniec- Świnica

Z górskimi pozdrowieniami M.K

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *