Góry,  Trekking,  Trekking, góry

Bystra Ławka- opis szlaku

Tatry Słowackie . Ah te Tatry Słowackie. Czym różnią się od polskich? Przede wszystkim mniejszą gęstością szlaków. Wędrówki są tam zazwyczaj długie i wymagają całkiem niezłej kondycji. Po polskiej stronie możemy dojść do wielu szczytów na różne sposoby. Każdy znajdzie coś dla siebie, albo coś łatwego albo coś bardziej soczystego. W Tatrach Słowackich musicie zadowolić się tym co jest. Przywitajcie się z około 12-sto godzinnymi wędrówkami, niezłymi podejściami i małą ilością schronisk. Wejście na Bystrą Ławkę nie trwa co prawda 12 godzin, ale jest trasą dość długą i wyczerpującą.

Wędrówkę rozpoczynamy z Strbskiego Plesa. Tam zostawiamy samochód albo przed wjazdem do miasteczka, albo korzystamy z parkingów zaraz przy Stawie( koszt ok 5 euro). Nie przepadam za bardzo na tą miejscówką, ale na panoramę Tatr Wysokich nie możemy tam narzekać. Przy dobrej pogodzie soczyste szczyty mamy podane na tacy. Z dołu to wszystko wydaje się 5 razy większe. Pojawia się myśl ” łoo boziu, a to tyle drogi jeszcze do góry”. Naszym pierwszym punktem jest Wodospad Skok. Większość turystów właśnie zmierza w tamtym kierunku i na szczęście tam kończy się ich wędrówka. Dzięki temu Tatry stają się wolne od tłoków i zbędnych krzyków. Samo podejście pod Wodospad jest dosyć przyjemne, nie wyczerpuje tak bardzo. Wysokość zdobywamy bardzo wolno i łagodnie. Szczególnie przyjemnie wędruje się lasem, który prowadzi nas prosto do naszego celu. Wędrówka zapowiada się bez większych ceregieli. Nawet przeszło mi przez myśl, że coś ta wędrówka za szybko idzie. Wywęszyłam podstęp. Tatrzański podstęp. Wychodzimy zatem z gęstego lasu i naszym oczom ukazuje się Skok. Wodospad jak wodospad. No ładny. Aczkolwiek po wizycie w Dolomitach, te tatrzańskie nie robią na mnie wrażenia. Jeden podobny do drugiego. Ale z takiego krajobrazu i tak warto skorzystać i chociaż zjeść pod wodospadem czekoladę i popić herbatkę. W końcu czekolada to lek na całe zło. Te górskie również.

Zatem ruszamy dalej. Wychodzimy ponad wodospad. W jednym miejscu szlak ubezpieczony jest łańcuchem. Zapewne bardziej przydatnym kiedy jest mokro i ślisko. Widok całkiem zacny, coraz bardziej ukazują nam się „soczyste ” szczyty m.in Szatan. Szatańskim wzrokiem próbuje mi przekazać, że wstęp tylko dla ludzi o mocnych płucach. O czym zaraz miałam się przekonać. Kręcę głową na lewo i prawo, bo nie wiem na który szczyt mam spojrzeć. Wszystkie w końcu takie piękne. I tak ruszamy z nad Stawu ” nad Skokiem” w kierunku Capiego Plesa. Głównie chadzamy po głazowiskach. Do pewnego momentu przyjemne. Nad Capim trochę gorzej, ale o tym za chwilę. Myślałam, że do Capiego Stawu wędrówka minie rach ciach…. a tu idę i idę i końca nie widać. Stawu także. Widzę tylko kolejne podejścia. Dookoła szczyty się śmieją z mojego sapania. Zaczyna się chodzenie a’la stara babcia. Im wyżej, tym wolniej. Dłuży mi się i dłuży. Zaczynam szukać tej całej Bystrej Ławki, ale za cholerę zlokalizować nie mogę. Po upierdliwym podejściu, w końcu docieramy do Capiego Stawu. Tam chwila przerwy. Przed moimi oczami pojawiają się małe mróweczki na szczycie heeen hen daleko. Przerażenie rośnie mi w oczach. Myślę sobię” do cholery jasnej, przecież to jeszcze z pół dnia drogi, a szlaku jak nie widać tak nie widać”. Okazuje się , że patrze na Furkot, ale nie tam zmierzać miałam. Na szczęście. Bystra Ławka jest ciut bliżej, co napawa mnie optymizmem. Ruszamy zatem dalej. Dojście do szlaku od Stawu, po tych wielkich kamiennych kolosach doprowadzało mnie do szału. Tu mi noga wpadnie, tu mi kij zaklinowało. Zaczęłam robić się zła ! A sama droga na przełęcz mi nie ułatwiała pozytywnego nastawienia. Płuca zaczynają kwiczeć, mózg parować. Raz mi gorąco, w zacienieniu mi zimno. Boże drogi, wnieś mnie na tą Ławkę bo chce w końcu usiąść ! No więc idę. Nogi zaczynają się robić zwaciałe ze zmęczenia. Podejście już dało mi w kość, ale w końcu zbliżam się do odcinka z łańcuchem , co zwiastuje dotarcie do celu. Podejście od Capiego jest porównywalne do wejścia na Szpiglas. No tylko łańcuchów na Szpiglasie ciut więcej.

Dochodzimy na Bystrą ! A tam ciasno jak w dziupli. Nie chcę wiedzieć co tam się dzieje w sezonie. Liczyłam na dobry rest i dobrą miejscówkę do leżakowania i chillu. A tu dupa. Trza schodzić w dół. Zeszłam kilka metrów w dół, przypatrzyłam się Niżnemu i zastanawiam się ” czy ja już tego nie mijałam „? Otóż nie, po prostu tu wygląda wszystko tak samo. Jedyny piękny ukazał się Krywań. Od tej strony go jeszcze nie widziałam. Wyglądał dość strzeliście i okazale. Inaczej niż od strony Tatr Zachodnich. Zaintrygował mnie ten Pan. No, ale nie czas na Krywań. Czas na przetarcie swoich stawów podczas zejścia do Strbskiego.

Schodzimy po kamiennych schodkach, więc nie jest źle. Zero trudności przy zejściu. Gdzieś wyczytaliśmy, że na Bystą Ławkę wchodzi się tylko od strony Capiego Stawu, gdyż od Niżnego droga jest cięższa. Nie widzę żadnych technicznych trudności ani z jednej ani z drugiej strony. Szlak natomiast nie jest jednokierunkowy! Po lewej stronie mijamy cały czas Grań Solisk. Naszym najbliższym celem jest rozwidlenie szlaków na schronisko pod Soliskiem albo idziemy dalej do Szczyrbskiego. Oczywiście walimy na dół. Zejście daje w kość, szczególnie gdy moje stawy są już zrupieciałe. Zejście długie, końca jak zwykle nie widać. Ale w tym rejonie na medal spisały się kosodrzewiny. Gęsto porośnięte, zasłaniały mi dróżkę. Szlak mógłby się nazywać ” wędrując w kosodrzewinie”. Dochodząc do Strbskiego Plesa trafiamy na piękny zachód słońca. Promienie słoneczne kąpią pobliskie lasy w barwach pomarańczu i czerwieni. Jak na piękną, złotą jesień przystało. Widok koi oczy i rekompensuje cały fizyczny ból. Ledwo dochodzę do samochodu. Stopy żyją własnym życiem, stawy zostały przegrzane, płuca wracają do normalnego kształtu a mózgu jak nie było tak nie ma nadal. Teraz tylko gorący prysznic, jedzenie i sen. Zasypiam niemalże od razu. A jutro znowu trzeba iść. Kierunek Tatry Bielskie. Tam również jak się okaże nie będzie łatwo. Gorzej wybrać nie mogłam.

Może i marudzę, że ciężko w tych górach, ale tylko jak wracam do domu planuje kolejny wypad. Czy to już uzależnienie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *