Góry,  sport,  Trekking, góry

Ahoj w Tatrach Bielskich

Tatry Bielskie. Mniej znane, mniej oblegane. To jednak nie znaczy, że się tam zmęczyć nie da. Mało kto celuje konkretnie w ten obszar górski. Większość wybierze popularniejsze rejony. I tym sposobem mamy z głowy tłumy żenujących istot, które biorą się w takich miejscach z przypadku.

Słowację trochę poznałam. Jednak w Tatry Bielskie dotarłam dopiero miesiąc temu. Szczerze, także i jak nie patrzyłam na nie jak na soczyste kąski. Wybrałam ten rejon tylko dlatego, że chciałam odpocząć od wędrówek w Tatrach Wysokich. Planowałam trasę z pozytywnym nastawieniem. Mówiłam sobie, że nie wypluję płuc jak na ostatnich wyrypach. A przyda się coś łagodniejszego w moich planach. I tu się troszkę rozczarowałam.

Samochód zostawiamy w Zdiarze. Przed wejściem na szlak jest zakaz wjazdu, ale mimo wszystko turyści auta tam ciągle zostawiają. My jednak wybraliśmy darmowy parking nieopodal stacji benzynowej i szkoły.

Wychodzimy zatem na szlak i tym samym wstępujemy do Doliny Monkovej. Idziemy cały czas wzdłuż potoku, mijając hotel oraz kilka pojedynczych góralskich chat/gościńców. Dolina Monkova jest wyjątkowo spokojna. Masz wrażenie jakby czas stanął tam w miejscu. Spacerową dróżką docieramy do rozwidlenia szlaków. Kierujemy się do Doliny Rigrańskiej, czerwonym szlakiem. Na rozwidleniu mamy punkt gdzie możemy napełnić bukłaki wodą. Wisi nawet kubek, jeżeli ktoś byłby spragniony. Byłam zdziwiona, że kubka nikt nie ukradł i nadal wygląda wszystko jak nówka sztuka. Wchodzimy na zalesiony teren gdzie jest bardzo wilgotno i dość ciemno. Warto się tam cieplej ubrać, ponieważ od wilgoci, wieje chłodem. Wędrujemy praktycznie aż do samej Szerokiej Przełęczy po kamiennych wertepach, które przez wilgoć są bardzo śliskie i nie ciężko o skręcone kostki.

Tak jak na początku napisałam, myślałam, że szlak będzie przyjemny. Może i uda się wkroczyć na drogę, gdzie nie zmęczę się za wszystkich ludzi świata. No i tutaj się pomyliłam. Osiągamy z dołu dosyć dużą wysokość co wiąże się z tym, że nie mamy chwili wytchnienia. Ogromne płyty kamienne nie są wygodne, wręcz upierdliwe. Można się poślizgnąć na każdym kroku. Wysokie kamienie dają się w moje stawy. Zadyszka po każdym jednym podniesieniu się na kamlotach. Matko Boska ile jeszcze tej żmudnej drogi?

Idąc w kierunku Szerokiej przełęczy, po naszej lewej stronie mamy sporą ścianę, a w niej można dostrzec spore otwory. Robi to wrażenie, bo nie wiadomo co tam jest. Wyobraźnia po obejrzeniu „Zejścia” daje się we znaki. Ale nie ma co przedłużać męki, trzeba gnać dalej do góry. Brodzimy w błocie, wilgoci i nieszczęsnych kamlotach. Tak naprawdę dopóki nie dojdziecie do Przełęczy, to waszych oczu nie nacieszą super widoki. 80% czasu chadzamy wśród krzaków,mijając jakieś mniejsze pagórki. Na mnie przyznaję szału nie zrobiło. Naszym celem była Przełęcz Pod Kopą. Dopiero krótko przed osiągnięciem celu, wyłoniła się Płaczliwa Skała oraz Havrań. Widok dał nadzieję, że nie wymęczyłam się bez sensu. Im wyżej tym powolutku ukażą się Wam Tatry Wysokie w całej krasie. Na tacy mamy Jagnięcy Szczyt , Kieżmarski czy Łomnicę. Widok z zupełnie innej perspektywy niż dotychczas. Tatry Wysokie wydawały się być naprawdę blisko. Przy pięknej pogodzie ujrzymy także larytasy naszych polskich perełek. Ławka, która jest postawiona na przełęczy została chyba….moją ulubioną. Taką kanapę mogłabym mieć dzień w dzień. Gdybyśmy mieli więcej czasu, moglibyśmy zejść z Przełęczy aż do Kieżmarskiego Stawu. Podobno zejście tą drogą należy co całkiem ładnych.

Szlak na Przełęcz Pod Kopą słynie z dużej ilości innego rodzaju turystów. Mianowicie – Kozic. Schodząc z Przełęczy nie wiedzieliśmy gdzie spojrzeć, gdyż wszędzie witały nas stadka tych uroczych stworzonek.

Ogólnie rzecz biorąc, panorama z Przełęczy zrobiła na mnie wrażenie. Jednak muszę być szczera. Drugi raz bym nie weszła. Szlak bardzo męczący przy wejściu jak i zejściu. Każdy krok w trakcie powrotu był narażony na upadek. Szłam bardzo niepewnie, nogi na końcu trzęsły mi się tak, że nie mogłam utrzymać równowagi. Warto wziąć to pod uwagę. Nie chciałabym tamtędy schodzić zimą.

Nie zaproponuje tego szlaku osobom o słabej a nawet średniej kondycji. Wyplują Oni chyba wszystkie wnętrzności. Wejście od strony Zdiaru jest przeważnie zacienione, więc ślisko jest praktycznie cały czas. Wycieczka nie jest zbyt długa, ale należy zwrócić uwagę na szybkie zdobywanie wysokości.

Góra górze nie równa. Każdy górołaz zapewne znajdzie coś urokliwego w każdym miejscu. Jednak ten rejon Tatr nie znajdzie się w mojej złotej dziesiątce. No cóż, trzeba poznawać by móc o czymś pisać i….trochę pokrytykować !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *