Góry,  sport,  Trekking, góry

5 szczytów w jeden dzień? Wędrówka granią Tatr Zachodnich

Przejście całej grani Tatr musi być zajęciem bardzo ekscytującym, jednak należałoby poświęcić na to o wiele więcej czasu niż 3 dni. Jednak na całym tym wielkim odcinku można znaleźć swój mały kawałek nieba. My go znaleźliśmy po słowackiej stronie. Biorąc pod uwagę zakorkowane polskie Tatry, nawet nie pomyśleliśmy by się tam wpakować. Swoją graniówkę zaczęliśmy od przełęczy pod Banikovem a zakończyliśmy ją na Brestovej. Kawał solidnej wędrówki, ekspozycyjnych momentów a nawet….łańcuchów. No i kto by pomyślał?

Skąd Zacząć?

No dobra, to zaczynamy ! Bez względu czy chcemy się wybrać w kierunku Tatliakovej Chaty, rohackich stawów czy Banikova startujemy z parkingu pod Spaloną. Auto możemy zostawić za 3 euro/dzień. Większość turystów kieruje się nad Rohacki Wododspad bądź nad Rohackie Stawy. Trzeba wziąć pod uwagę dzień w którym chcielibyście się akurat tam wybrać, bywają te miejsca zatłoczone. Nam się udało aż do przełęczy pod Banikovem dojść naprawdę spokojnie, mijając kilku turystów. Wbijając się na szlak Pod Hrubou Kopou wkraczamy już w cudowną dolinę z Banikovem i Spaloną na czele. Wędrówka pod samą przełęcz wiedzie dość przyjemną, piarżystą ścieżką. Z przełęczy wyłania się dalsza część Słowackich Tatr Zachodnich. Widok jest naprawdę wart potu i wysiłu. Z przełęczy większość piechurów kieruje się na sam Banikov, jednak my śmigamy by zdobyć więcej niż jeden szczyt !

Z Banikovskiego Sedla na Pachol ( 2167 m n.pm)

Z Banikovskiej lecimy na Pachoł ! Ciut niższy szczyt niż Banikov. Idąc z przełęczy moje płuca muszą jeszcze kilkanaście minut popracować by się tam wznieść. Stamtąd już widzimy cały nasz odcinek grani, która nas czeka. Bliska Spalona i odległy Salatyn. Widząc jeszcze długość trasy i ilość wejść, zachodzę w głowę ile czasu jeszcze minie zanim zaczniemy schodzić na dół. W kierunku Spalonej Wchodzimy już na grań, szlak wiedzie typowo przez ostrzejsze skały na samym czubku. Jednak można je obejść nieco poniżej, wydeptaną ścieżką, jeżeli ktoś ma problem z wysokością.

Nawet napotykamy odcinek z łańcuchem ! Spokojnie do przejścia, nie sprawia to żadnych problemów. Duża dawka frajdy. Na samą Spaloną docieramy szybciutko, ale Salatyn jak był odległy tak nadal jest. Na tym odcinku należy się skupić, ponieważ szlak wiedzie skałami do góry a nie na boki jak podpowiadają wydeptane różne ścieżki. Odcinek do Salatyna jest uzbrojony w dwa odcinki z łańcuchami. Kawałeczek, każdy powinien sobie poradzić. Nie są to odcinki z Orlej Perci, więc spokojnie. Bywają jednak momenty lekko przepaściste. I na tym odcinku Tatry Zachodnie mnie bardzo zaskoczyły. Swoją strzelistością i ogromem. Stojąc pod Salatynem i widząc chociażby ściany Pachoła już nie śmiem twierdzić, że są to wyrośnięte Bieszczadziki.

Odcinek Salatin-Brestova

Dochodzimy do Salatyna( 2046 m n.pm), kolana dają się we znaki. Widząc kolejne podejścia zaczynam być marudna. Moja energia po tylu podejściach zaczyna lekko spadać. A tu jeszcze 45 minut podejścia na Brestovą ( 1934 m n.p.m). Schodząc z Salatyna musimy uważać na piarżystym zejściu. Łatwo się powykręcać. A schodzimy mocno w dół po naprawdę sypkim terenie. Doczłapując się na Brestovą widzimy swój cel na następny dzień. Siwy Wierch. Zaintrygowała nas dolomitowa budowa tej góry. Wyróżniała się na tle innych wzniesień. Do Siwego Wierchu można dojść dalej z Brestovej, ale zostawiając auto Pod Spaloną kończymy graniówkę przechodząc przez Predny Salatyn. Czyli szlakiem niebieskim aż do połączenia szlaków przy Spalonym Źlebie. Schodząc już z Brestovej zaczynam opadać z sił. Ból stóp i kolan bardzo utrudniał mi schodzenie. Zejście do parkingu jeszcze ma bardzo wysokie stopnie co jeszcze bardziej potęguje pracę kolan. Gdyby nie kije to by był cholernie ciężki trekking dla mnie i moich stawów. Po prawie 9 – ciu godzinach wędrówki, wykończeni dostajemy się na parking Pod Spaloną.

Dla kogo ta trasa?

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym co oferują Tatry Zachodnie. Jest to zupełnie inna bajka niż zazwyczaj kojarzony z tym terenem Wołowiec czy Rakoń. Solidny kawał wędrówki, widoków, podejść, stromizny. Myślę, że jest to świetny początek dla tych co nie mają odwagi pokonywać cięższych graniówek. Trasa na pewno wymaga dobrej kondycji. Odcinek ze względu na ciągłe zejścia i ponowne podejścia jest męczący. Cała pętla wynosi ok 15 km i zajęła nam 9 godzin. Myślę, że przy dłuższych przystankach można szacować max 10 godzin.

Każdemu polecam. Jest to pierwsza część głównej grani Tatr Zachodnich. Następną częścią będzie odcinek z Rohaczami a tam… będzie trzeba już przemieszczać się okrakiem na skałach. No cóż…zbadamy teren i opowiem później !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *