Góry,  Podróże,  Trekking

Učka-Kraina sępów i kozłów

Chorwacja. Z czym zazwyczaj nam się kojarzy? Na pewno ze skalistym, poszarpanym wybrzeżem z turkusową wodą,  oliwkami , Dubrovnikiem oraz Paklenicą. Jednak gdy zajrzymy  głębiej w Chorwackie zakamarki, okazuje się, że ma ona ogromny górski potencjał.  Półwysep Istryjski, zapewne niewiele Wam mówi, bowiem nie jest to najczęściej wybierany przez nas region Chorwacji. Jednak, jeżeli chcielibyście napotkać siedlisko sępów, spróbować trufli, zdobyć szczyt powyżej 1 000 m n.p.m a przy okazji nie zmęczyć się ilością turystów to serdecznie Was zapraszam do rezerwatu Vela Učka!

Półwysep Istria jest to najszybciej dostępny region Chorwacji dla Polaków. Czasowo jesteśmy w stanie pokonać trasę nawet bez noclegu po drodze. Jednak wszystko zależy od doświadczenia i chęci kierowcy. My postanowiliśmy podzielić swoją podróż na dwie a nawet trzy części! Ale o tym na pewno opowiem później.  Naszą bazą wypadową podczas całego pobytu w północnej Istrii była miejscowość Šišan ( ok.10 km od Puli). Oczywiście nasza podróż musiała mieć także charakter górski. Początkowym celem miał być Park Narodowy Risnjak. Wędrując palcem po mapie, moją uwagę przyciągnęła jednak Vela Učka.

Ruszamy zatem na Wielkiego Vojaka(1401 m n.p.m) który jest najwyższym szczytem pasma  Učka w Górach Dynarskich.

Z naszej bazy wypadowej mamy około 1 godziny drogi do miejscowości Vela Učka. Tam znajdujemy spory, bezpłatny parking i ruszamy w drogę. Na Wielkiego Vojaka można dojechać nawet samochodem. Przed szczytem znajduje się stacja meteo, gdzie również znajduje się mnóstwo miejsca do parkowania. Jednak my chcieliśmy dojść na szczyt na własnych nogach a nie na czterech kołach. Według tabliczek droga ma zająć sprawnemu turyście około 1,2o h.  Szlak w dużej części prowadzi przez bardzo gęsty las, który usiany jest dolomitowymi skałkami. Tworzy to wizualnie ciekawą kompozycję. Chociaż od samego startu pniemy się mocno do góry, idzie się przyjemnie i w równym tempie. W niektórych miejscach przy podejściu zaczyna wyłaniać się widok na Adriatyk co jest bardzo motywujące, bowiem ze szczytu będzie podany na złotej tacy.

Na szczycie Vojaka znajduje się wieża widokowa. W środku znajduje się malutki sklepik z pamiątkami. Bez opłaty, spokojnie można wejść na górę i tam podziwiać całą panoramę Adriatyku oraz nadmorskich miejscowości. Wojak miał być tylko początkiem naszej małej wędrówki, następnym celem został Suhi Vrh ( 1332m n.p.m)! Z Wielkiego Vojaka czeka na nas kilkuminutowe przejście granią a następnie bardziej strome zejście na przełęcz pod Suchym Wierchem. Wszędzie wystają białe, poszarpane skały. Dodaje to niesamowitego charakteru tej górze.  Pomiędzy Vojakiem a Suchym Wierchem znajduje się malutka polanka z miejscem do odpoczynku. W tym miejscu krzyżują się ze sobą szlaki wiodące z innych miejscowości. Moją uwagę przyciągnęła tablica ze zdjęciem sępa. Rezerwat bowiem jest miejscem siedlisk tych ptaków. Rozpiętość skrzydeł ponad 2 metry, miodowo-brązowy odcień, biały łeb  i bardzo ostry złotawy dziub. Fascynuje i przeraża jednocześnie.

Na Suchy Wierch potrzeba nam ok 20 minut podejścia. Nie jest to długi czas a naprawdę warto. Bowiem nawet Vojak nie miał nam tyle do zaoferowania. Oczywiście cały czas wędrujemy w samotności. Nigdzie nie ma żywej duszy. Tylko my i natura. Cały grzbiet jest usiany punktami widokowymi. Cały Adriatyk w zasięgu wzroku. Rijeka kiwa nam z oddali. Zatapiamy się w gąszczu wystających skał. Nagle dostrzegamy nad nami trzy dość duże ptaki. Gdy dotarło do mnie, że patrzę właśnie na trzy ogromne sępy dryfujące nam nad głowami, zaniemówiłam. Można było tylko stać i podziwiać. Podziwiać ten dostojny lot na tle Adriatyku.

 

Droga powrotna z Suchego Wierchu była dość powolna ze względu na błotniste zejście. Nachylenie plus błoto niestety niczego dobrego nie wróży. Zejście w dół od przełęczy prowadziło bardzo stromym, korzennym, mokrym labiryntem. Około 2 godzin zajmuje nam zejście z Suchego na bardziej nizinny teren rezerwatu. Po drodze napotykamy stadko koni i kuców. Nie przejęły się naszą obecnością. Natomiast my tak. Nie spodziewałam się, że po spektaklu z sępami, zejdę by znaleźć się w towarzystwie koni. Byłam zachwycona.

Mój zachwyt nie zdążył się wystudzić, gdy zza skał usłyszeliśmy dźwięk dzwoneczków. Dla mnie to był  charakterystyczny dźwięk owiec w Tatrach. Wyłoniły się jednak nie owce tylko kozły. Stado małych i dużych przyjemniaczków, stanęło na przeciwko w bezruchu i wyczuwało sytuację. Zablokowały mi całą szerokość mojej drogi, postanowiłam się z nimi przywitać. Nie spodziewałam się jednak, że moje dwa kroki spowodują, że wszystkie kozy rzucą się do głaskania. Moje serce miękło. Mogłam tam zostać na zawsze. W tamtym momencie byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Byłam w górach Chorwacji tulona przez stado kozłów. Ciężko mnie było odciągnąć.

Co prawda szlak powrotny był w niektórych miejscach słabo oznaczony, przez co kilkukrotnie zboczyliśmy z drogi. Rezerwat tak naładował moje baterie , że nic mi nie było w stanie popsuć humoru.

Cała nasza wędrówka zajęła ok 5 godzin. Nie była to wyczerpująca wycieczka, wręcz przeciwnie. Z pewnością jest to teren bardziej dziki niż rejony, które znamy z pocztówek czy przewodników. Jest to bardzo łagodne pasmo, każdy sobie z nim poradzi. W planowaniu wycieczek w tym rejonie warto skorzystać z mapy.cz , jednak nie wszystkie szlaki turystyczne są na niej zaktualizowane.

Vela Učka to nie tylko Wielki Vojak, ale także kanion Vela Draga i wiele innych szczytów położonych w północnej części rezerwatu. Również podchodząc z miejscowości, które są położone nad morzem można zrobić sporo przewyższeń i tym samym zrobić sobie całkiem solidny trening w tych górach. Nie musimy wcale zdobywać najwyższych szczytów by pobawić się sumą podejść. Przy parkingu znajduje się kawiarnia oraz małe schronisko, gdzie można zjeść obiad lub wypić dobre chorwackie piwo. Oczywiście wstęp na teren rezerwatu jest bezpłatny. Z parkingu na przełęczy Poklon można także podejść Crkveni Vrh( 1101 m n.p.m). Wdrapanie się na niego zajmie nam ok 45 minut. My niestety nie mieliśmy już na to czasu.

W tym rejonie górskim nie szukaliśmy wrażeń jak w Tatrach, szukaliśmy spokoju, natury i inności. Zdecydowanie  Učka nam to dała. Dla mnie było to spotkanie z naturą, z jej mieszkańcami, czego wcześniej nie doświadczyłam. Nie spodziewałam się, że zobaczę sępa, przytulę konia i kozła. Było to dla mnie coś więcej niż tylko widok z góry. On nie był tak spektakularny jak to.

 

 

 

 

 

Z górskimi pozdowieniami

M.K

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.