Góry,  Trekking

Na grani słowackich Otargańców

Nie pierwszy raz piszę, że Słowacja to jeden z najpiękniejszych krajów, które odwiedziłam. Ma do zaoferowania mnóstwo ciekawych miejsc. Jeziora, zamki, ruiny, rzeki idealne na spływy, jaskinie, a to wszystko w otoczeniu gór. Słowackie szlaki nie są tak popularne jak polskie. Mam wrażenie,  że i Słowacy trochę inaczej do wędrówek górskich podchodzą. Na Słowacji odkryłam wiele ciekawych miejsc. Jednym z nich jest Grań Otargańców w Tatrach Zachodnich.

 

W naszych górach ciężko o spokojne, niezatłoczone miejsca. Wystarczy jednak wybrać odpowiedni czas i odpowiednie miejsce by cieszyć się pustką i górską melancholią. Aby dotrzeć na wyżej wspomnianą grań należy się udać w okolice Pribyliny. Od tamtego momentu rozpoczyna się szlak ( zielony) którym dotrzemy do startu z parkingu.  W skład Otargańców wchodzi 6 szczytów : Niżny Ostredok, Wyżny Ostredok, Ostredok, Wyżna Magura, Jakubina oraz Jarząbczy Wierch.  Najwyższym szczytem na trasie jest Jakubina( 2194 m n.p.m). Startujemy z wysokości ok  800 m, więc mamy do zrobienia ponad 1500 m przewyższenia a to trochę podkręci nam tętno.

Naszą pętle rozpoczęliśmy od podejścia żółtym szlakiem od razu na grań. Pierwsze podejścia mocno pną się do góry, nie ma chwili wytchnienia. Przez ponad 2,5 godziny szlak ani na chwilę się nie wypłaszcza. Podejście tym szlakiem jest dość mało przyjemne ze względu na powalone drzewa, wystające konary. Wiele drzew jest w stanie ” zaraz na Ciebie runę”. Lepiej przejść ten odcinek dość szybko,  przy ostrym wietrze nie wiadomo jak sytuacja się kiedyś potoczy.

Po prawie 3 godzinach docieramy na Niżną Magurę skąd już widać większość Tatr Zachodnich.  O tej porze roku Tatry pięknie się prezentują. W stylu pół na pół. Połowa góry jest zaśnieżona a połowa kąpie się w rudo-złotych kolorach. Efekt jest naprawdę przepiękny. Idealne miejsce dla każdego fotografa krajobrazu. W takim klimacie prezentuje nam się Bystra ( 2248 m. n.p.m) królowa Tatr Zachodnich.

Grań Otargańców nie należy do tych słynnych tatrzańskich, łagodnych grani w stylu Czerwonych Wierchów.  Ta grań jest kamienista i postrzępiona. W wielu miejscach zauważycie ostre, kamienne ściany. Do wielu miejsc nie dociera słońce, więc łatwo tam o zaśnieżone skały, pod którymi często jest cienka warstwa lodu.  W okresach chociażby jesiennych ( nie mówiąc o zimowych) warto mieć ze sobą raczki. My zakładaliśmy je kilka razy na szlaku. Było to dość upierdliwe, ale lepiej być ostrożnym.

Niżna Magura zaprezentuje nam cudowną panoramę na Tatry Niżne. Wystarczy spojrzeć za siebie, warto się na chwile zatrzymać i chociażby wypić herbatę przy takich panoramach.  Po ok. 4,5 godziny znaleźliśmy się na Jakubinie. Stąd już otwiera nam się dalsza część Tatr Zachodnich.  Grań Rochaczy, Wołowiec czy Starorobociański Wierch mamy jak na tacy.  Zwieńczeniem grani jest Jarząbczy Wierch (2137 m n.p.m) . Zejście z Jarząbczego Wierchu jest dość strome. Więc warto tam być uważnym. Jesienne warunki są bardzo  zdradliwe, gdyż nie ma tak dużej pokrywy śnieżnej by móc w tym śniegu wyrobić sobie ładne stopnie. Obecnie jest tam cienka warstwa białego puchu z wyślizganymi schodkami pod nim. Nawet w raczkach nie bardzo mamy się w co wbijać. Ale lepiej iść w nich niż bez nich. Schodzimy w  towarzystwie widma Brockenu  do odejścia szlaków na słowacką stronę. Powiada się, że ten kto napotka widmo Brockenu będzie miał w górach pecha a nawet zginie. Chyba, że widmo ukaże się wędrowcom kilka razy ( jak w naszym przypadku) to urok się odczaruje. Ja co prawda nie wierzę w takie rzeczy, ale jednak góry to góry i jak widzę widmo Brockenu to się kłaniam z prośbą by mnie oszczędziło.

Naszą petlę kończyliśmy Doliną Jamnicką. Z Jarząbczego Wierchu zielonym szlakiem aż na sam dół. Ostro, bez taryfy ulgowej. Szlak zapomniany, mało uczęszczany. Schodziłam z niego z ogromną nienawiścią. Bolało mnie już wszystko a ten szlak tylko spalił moje kolana. Szlak cudownie błotnisty z którego lecisz niczym ze zjeżdżalni.  A tu do końca szlaku jeszcze ponad 3 godziny. No cóż, trzeba zacisnąć zęby i sunąć do przodu kulejąc niczym 80 letnia babuszka.

 

 

Cała wędrówka zajęła nam ok 9 godzin. Oczywiście jest to czas z przystankami na zdjęcia, jedzenie, herbatki, ciastka, raczki, wywrotki, czekoladę i kabanosy.  Na szlaku spotkaliśmy może z 5 osób, oczywiście już po polskiej stronie. Nie spodziewałam się tak pięknej, zróżnicowanej wędrówki . Pod kątem widoczności jest w ścisłej czołówce najpiękniejszych tatrzańskich grani. Ja byłam nią oczarowana. Oczarował mnie także brak tłumów. Szczególnie, że jestem introwertyczką i stronię od ludzi. A tłum w górach to dla mnie największa męczarnia jaką można mi zafundować. Szlaki na Słowacji  jak dla mnie nie są dobrze przygotowane. Mam  porównanie chociażby do oznaczeń  szlaków turystycznych w Chorwacji czy Dolomitach, gdzie aż roi się od znaczków. Na Słowacji znaki w wielu miejscach są zbyt odległe. Mało widoczne. Przykładowo szlakowskaz w stronę Doliny Jamnickiej kierował w drugą stronę. Brak oznaczenia zejścia  szlaku. Czasówki wzięte z kapelusza. Zastanawiam się kto określa te godziny. Mało się to pokrywa z rzeczywistością a nie należymy do tych najwolniejszych ludzi. Dlatego trzeba wziąć poprawkę w tej kwestii przy planowaniu wędrówek na Słowacji. Na grani Otargańców może znaleźć się każdy kto ma dobrą kondycję. Z tą kondycją akurat w przypadku szlaków w słowackich Tatrach to czysta prawda. Słowackie szlaki zazwyczaj są długie a schroniska nie są tak rozsiane jak po naszej stronie. Z tego względu warto wziąć trochę „wałówy” a nie liczyć na ciepły obiadek w schronisku.

Nie każdy też wie , że po słowackiej stronie nie płacimy za wejście do tatrzańskiego parku.  Parking natomiast kosztuje ok 5 euro za cały dzień. Śmiało też możemy na szlaki wprowadzać psy. W Tatry Zachodnie świetną bazą wypadową jest Liptowski Mikulasz. Naprawdę świetna miejscówka. Miasto otoczone górami. Człowiek nie zanudzi się przez cały rok. Latem wyciągi dla leniwych, zimą narty, termy, aquaparki, trasy rowerowe Tatry Niżne, na upartego Wielka Fatra, Tatry Zachodnie. Naprawdę jest co robić. W Liptowskim nie ma problemu ze sklepami, znajdziecie chociażby Lidla.

 

Niżna Magura

No…i w słowackich górach uwaga na niedźwiedzie, ale o tym przy następnym wpisie.

M.K

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *